sobota, 17 stycznia 2015

Rozdział 6

Zeszłam na dół, Luke wpuścił Oscar’a do środka.
Ubrany był w dżinsową koszulę i czarne rurki, na nogach miał białe Air Force.
Spojrzał się na mnie.
- Ślicznie wyglądasz.
Podeszłam i go przytuliłam na przywitanie. Pięknie pachniał.
- Dziękuję. Ty też.
Złapał mnie za rękę i otworzył drzwi, przepuszczając mnie.
- Będę późno Luke.
- Wróć trzeźwa!
Gdy wyszliśmy zauważyłam duże auto. Hyundai Genesis, srebrne.
- To Twoje auto? – zapytałam zaciekawiona.
- Nie, rodziców. Niedawno zrobiłem prawko i od czasu do czasu mi pożyczają. Mieć 17 lat i nie mieć prawka to jak nie umieć jeździć na rowerze.
Zaśmiałam się. Oscar podszedł do auta i otworzył mi drzwi.
- Wsiadaj księżniczko. – mrugnął mi.
Usiadłam wygodnie i zapięłam pas.
Oscar usiadł za kierownicą i przekręcił kluczyki. Ruszyliśmy. Dostałam sms’a od Rose. Wysłała mi swoje zdjęcie w czarnej sukni z dopiskiem „Felix! Szykuj się, jesteś już mój”.
Ślicznie w niej wyglądała.

 - Może podjedziemy po Rose? – zaproponował chłopak.
- Jasne, mieszka niedaleko. – uśmiechnęłam się.
Wysłałam jej sms’a, że już po nią jedziemy.
Gdy podjechaliśmy pod jej dom to właśnie zamykała drzwi. Pomachałam jej. Podeszła do auta, otworzyła drzwi i wsiadła.
- Yo, Enis. Co tam u Ciebie? Gotowy na najlepszą imprezę?
- A jak myślisz?
- Myślę, że za dużo to Ty nie myślisz, ale jesteś gotowy.
Zaśmiałyśmy się.
Odjechaliśmy od domu Rose i ruszyliśmy w stronę domu Felix’a. Po drodze minęliśmy park, parę przystanków autobusowych i lodziarnię, w której niedawno jadłam razem z Oscarem Lody.
Okazało się, że Fel mieszka 5 minut drogi od kina. Dojechaliśmy na miejsce i Oscar zaparkował auto rodziców na podjeździe przed garażem.
Wysiedliśmy z auta, Oscar otworzył drzwi od domu Felix’a.
- Enestad! Siema! – przywitał się wysoki, długowłosy blondyn o ślicznym uśmiechu. Miał na sobie granatową bluzę, pod nią jasną koszulę i niebieskie rurki. Jego włosy przykrywał biało-zielony fulcap.
- Yo. Sandi. – odpowiedział Oscar.
- Cześć piękna. – powiedział Felix do Rose. – ślicznie wyglądasz.
- Awww dzięki.
- Fel, to jest Lennox. Hmm.. moja..
- Dziewczyna. – dokończyłam za niego i się uśmiechnęłam.
Oscar odwzajemnił uśmiech.
- Miło mi Ciebie poznać, Lennox. Ja jestem Felix. – powiedział Felix podając mi rękę.
- Mnie Ciebie również, Felix.
Weszliśmy do dużego salonu. Ściany  były koloru beżowego, z jednej strony wisiało 6 czarno-białych zdjęć Felixa wraz z jego rodziną.
W rogu był nowoczesny kominek. A na środku pokoju ciemno-kremowy dywan, na którym stał brązowy stolik, obok niego stały 3 kremowe sofy z brązowymi poduszkami. Z sufitu zwisał długi żyrandol. Całe mieszkanie wyglądało na nowoczesne i schludnie urządzone.
W całym domu było około 10 osób. Felix podłączył laptopa do głośników, podeszła do niego Rose i poprosiła go o pyszczenie jakiejś piosenki, powciskał coś na laptopie. Muzyka zaczęła lecieć.
I'm breaking down gonna start from the scratch
Shake it off like etch of sketch
My lips are saying goodbye
My eyes are finally dry
Fifth Harmony - Miss Movin' On

Jedna z ulubionych piosenek Rose.
Felix złapał ją za rękę i zaczęli tańczyć.
Oscar wziął z niego przykład i złapał mnie za rękę.
- Zatańczysz, księżniczko? – zapytał, uśmiechając się i pokazując przy tym swoje śnieżnobiałe zęby. Ale on ma śliczny uśmiech.
- Z przyjemnością.
Objęłam go za szyję, a on mnie w tali. Wtuliłam głowę w jego klatkę piersiową.
- Kocham Cię, Lennox. – powiedział do mnie szeptem.
- Ja Ciebie też.
Tańczyliśmy razem do końca piosenki. Po jej skończeniu jakiś chłopak, wyglądający na około 16 lat zachęcił Oscara ruchem ręki, aby się do niego dosiadł. Oscar złapał mnie i zaciągnął na kanapę. Chłopak miał czarne, kręcone włosy. Ubrany był w białą bluzkę, na której były czarne kropki. Na bluzkę założył czarno-białą basebollówkę. Obok niego siedział szczupły blondyn. Miał na sobie luźną białą bluzkę i czarne rurki, do których przyczepił sobie czarno-białego fullcap’a. Oscar usiadł obok swoich kolegów, a ja usiadłam na jego kolanach.
- Cześć, jestem Omar, kumpel Oscara. Po wakacjach będziemy podobno w jednej klasie. – powiedział lekko się uśmiechając.
- Ja jestem Oscar, ale mówią na mnie OG, chodzę z Oscarem do klasy.
- Jestem Lennox, dziewczyna Oscara. Miło mi Was poznać.
- Nam również Len, pijesz może? – zapytał się OG.
- Tak. Co macie? – spytałam zaciekawiona.
- Głównie puszki Budweiser’a. – powiedział OGG’ie podając mi jedną.
Otworzyłam ją i wzięłam jednego łyka.
– Całkiem niezłe.
- Panienko, to najlepsze piwo na świecie! Każdy Ci to powie. – powiedział Omar.
- No cóż, piłam lepsze w Londynie, ale to nie jest złe.
- Och. Dziewczyna z Londynu, to wszystko wyjaśnia. – powiedział kpiąco Omar.
- Co masz na myśli? – zapytałam marszcząc nos.
- To, że nie wiesz, co to prawdziwy alkohol. – zadrwił ciemnowłosy chłopak.
- Pff. – wzięłam jeszcze jednego łyka.
Felix puścił kolejną piosenkę – Little Mix „Wings”. Nigdy nie byłam ich fanką, ale ich muzyka mi się podobała, miałam nawet kilka piosenek Little Mix na telefonie.
Rose zaczęła śpiewać.
Mama told me not to waste my life
She said spread your wings
My little butterfly
Don't let what they say
Keep you up at night
And If they give you
Shh... 
Then they can walk on by

Śpiewanie zawsze jej wychodziło, nagrywała covery na youtuba i miała parę tysięcy subskrypcji. Nigdy w śpiewie jej nie potrafiłam dorównać.
Felix też zaczął śpiewać.
My feet, feet can't touch the ground
And I can't hear a sound
But you just keep on running up your mouth yeah
Następną zwrotkę zaśpiewała Rose.
Walk, walk on over there
Cause I'm too fly to care
Oh yeah
Potem wszyscy się przyłączyli, na imprezie panowała miła atmosfera. Wypiłam chyba ze 2 puszki piwa. 
Była godzina 00:16. Wyszłam potajemnie wraz z Rose z imprezy, chciałyśmy się przejść do sklepu całodobowego po papierosy, bo ona o moich zapomniała.
Cały czas się śmiałyśmy, szczerze to nawet nie mam pojęcia, z czego. Sama świecąca lampa sprawiała, że wybuchałyśmy śmiechem. Aby dostać się do sklepu trzeba było przejść przez park.

-OSCAR POV-
Nigdzie nie mogłem znaleźć Len i Rose. Przeszukałem cały dół i całą górę mieszkania, wyjrzałem do ogrodu. Nie było ich. Podszedłem do Felix’a, Omar’a i OGG’iego.
- Widzieliście może dziewczyny? Nigdzie nie mogę ich znaleźć. – powiedziałem zaniepokojony.
- Może poszły do domu. – stwierdził Omar.
- Nie wydaje mi się, miałem odwieźć je po zakończeniu imprezy.
Podeszliśmy do szafy, w której wisiały kurtki gości, ale tych należących do Ro i Len nie było.
- Trzeba ich poszukać, mogło im się przytrafić coś złego. Jest środek nocy, podejrzani ludzie kręcą się po okolicy. – szybko wziąłem kurtkę, zarzuciłem na siebie i wyszedłem, chłopcy zrobili to samo. Pierwsze, co przyszło mi do głowy to pobliski osiedlak, jest całodobowy, a Lennox jeszcze dzisiaj nie paliła.
- Wiesz gdzie ich szukać? – zapytał z zaniepokojeniem w głosie Felix. Wiedziałem, że mu się Rose podoba, nie wybaczyłby sobie gdyby coś jej się stało. Tak samo ja mam z Lennox.
- Tak, chodźmy do pobliskiego sklepu całodobowego. Len poszła po papierosy, ale śpieszy się, droga jest przez park. – powiedziałem przyspieszając krok.
Usłyszałem krzyk, serce zaczęło mi szybciej bić. To Rose. Wołała o pomoc.
- Chłopcy! Szybko! – krzyknąłem i zacząłem biec jak najszybciej mogłem.
Jakiś facet dobierał się do Lennox. Podbiegłem i walnąłem mu pięścią z całej siły. Puścił Len i upadł. Miał około 25 lat. Nie mogłem przestać, kopałem go, waliłem z pięści. Kopnąłem, jeszcze raz. Omar złapał mnie i starał się oddzielić od niego.
- Stary, policja już jedzie. Zostaw go, on nie ma nawet jak uciec.
Mężczyzna krwawił z nosa i był cały poobijany.
- Ten jebany skurwiel dobierał się do mojej dziewczyny! Gdyby nas tu nie było zgwałciłby ją! Nie zostawię tak tego! – Chciałem się wyrwać, ale nie mogłem. Felix pomógł Omarowi. Trzymali mnie we dwójkę. Lennox Do mnie podbiegła, miała rozciętą brew.  Dałem jej swoją kurtkę by przykryła rozerwaną sukienkę. Przytuliłem ją.
- Nigdy więcej nie pozwolę Cię skrzywdzić. Przysięgam. – powiedziałem całując ją w czoło.
Policja przyjechała w ciągu niecałych 5 minut. Wzięli ledwo przytomnego mężczyznę i wsadzili do furgonetki.
- Dobrze się czujecie? – policjant skierował pytanie do Lennox i Rose.
- Chyba tak.. – powiedziała szlochając Len.
- Dobrze, zgłoście się w ciągu tygodnia na komisariat, by złożyć zeznania. Ten pan zostanie surowo ukarany. Dobrze, że masz takiego chłopaka jak on, gdyby nie zareagował źle mogłoby się to skończyć.
- Wiem. – odpowiedziała całując mnie w usta.
- Idźcie już do domu. Jest późno, a znając życie nie macie ukończonych 18 lat.
- Już idziemy. – odpowiedziałem.
Dobrze, że nie wyczuł alkoholu, jeszcze by nas udpił.
Wróciliśmy pod dom Felix’a. Otworzyłem drzwi od auta Lennox. Wsiadła i zapięła pas. Felix powiedział, że Rose zostanie u niego na noc, aby rodzice nie widzieli jej w takim stanie. To samo postanowiłem z Len. Nie chciałem, by po tym, co się dzisiaj wydarzyło siedziała sama u siebie w pokoju.

------------------------
Przepraszam za przerwę, ale nie miałam czasu aby dodać rozdział. Do soboty! :)
Dziękuję Kinia za tło :)

piątek, 2 stycznia 2015

Rozdział 5

3 dni później..

Dzwoni budzik.
- Cholera jasna! – mówię, kładąc poduszkę na głowę. – Zamknij się! Jest dopiero 8 rano!
Budzik dalej dzwoni, zdejmuję poduszkę z głowy i rzucam prosto w niego. Zamknął się.
- Uff. Nareszcie.
Wtulam się w drugą poduszkę i przykrywam kołdrą, lekko ją obejmując. Dopiero co udaje mi się zamknąć oczy, a tu nagle otwierają się drzwi. Wchodzi Rose.
- Wstawaj śpiąca królewno!
- Czego Ty kurwa ode mnie chcesz?! Jest 8 rano! Człowieku, Ty powinnaś jeszcze spać!
- Ups. Wstałam dzisiaj jakoś wcześnie i stwierdziłam, że skoro dzisiaj jest impreza to trzeba sobie coś ładnego kupić.
Wzięłam drugą poduszkę, rzuciłam nią w Rose.
- Spierdalaj. – zakryłam się kołdrą. – Idę spać.
- Dziewczyno! Mamy tylko 10 godzin! Trzeba kupić sukienki, wymalować się. Ugh, Ty powinnaś się wykąpać, nie pachniesz najlepiej.
Warknęłam.
- Daj mi jeszcze 10 minut.
- Dobra, 10 minut i idziesz pod prysznic.
Zamknęłam oczy, 10 minut minęło. No nie.
- Dobra, wstawaj.
Odkryłam się, usiadłam na łóżku i powoli wstałam.
- Woah! Wyglądasz jakbyś urwała się z dziczy. Włosy to masz jak lwia grzywa.
Spojrzałam się na nią ze złością.
- Jest 8 rano, Ty przychodzisz bezczelnie i mnie budzisz i jeszcze masz czelność mi mówić, że moje włosy źle wyglądają.
- A, zapomniałaś o tym, że śmierdzisz.
- Wyjebe Ci zaraz.
- Spokojnie, kolego. – Rose zaczęła się śmiać.
Gdy już wstałam, ruszyłam w stronę łazienki.
Zamknęłam drzwi Rose przed nosem.
- Zjeżdżaj, zboczeńcu.
- Już idę, spokojnie. Poczekam sobie na zbawienie w Twoim pokoju.
Nie odpowiedziałam jej nic. Zdjęłam ubrania i weszłam pod prysznic. Najpierw nałożyłam odżywkę na włosy, potem je dokładnie opłukałam. Z szamponem zrobiłam to samo. Użyłam swojego ulubionego żelu pod prysznic – czekolada z pomarańczą. Uwielbiam ten zapach. Opłukałam się dokładnie i wyszłam spod prysznica.
Wzięłam swój ręcznik, owinęłam dokładnie włosy, potem wzięłam drugi i dokładnie się wytarłam.
Stwierdziłam, że trzeba wydepilować lekki zarost na nogach, bo zaraz Rose się przyczepi, że mam na nich dżunglę, a poza tym idę dzisiaj w sukience.
Wzięłam swój depilator laserowy – Philips Lumea. Był dość drogi, ale mama też go używa i depilacja traw mniej więcej 10 minut. Więc szybko, bezboleśnie i estetycznie.
Po depilacji zauważyłam, że zapomniałam o ciuchach.
- Cholera jasna!
- Już, spokojnie. Trzymaj ciuchy. – powiedziała Rose.
Otworzyłam minimalnie drzwi, abym mogła wziąć tylko ubrania. Biały sweterek, czarne rurki i oczywiście bielizna.
Ubrałam się, podeszłam do umywalki i umyłam zęby. Spojrzałam się na swoje włosy i stwierdziłam, że trzeba je wyczesać, tak też zrobiłam. Po uczesaniu ich, wzięłam suszarkę aby je wysuszyć.
Poszłam do pokoju, zauważyłam, że Rose siedzi na moim laptopie i ogląda głupawe filmy Janoskians. Boję się myśleć co tym razem zrobili.
- Coś nowego?
- Tak, chodzą z wózkiem w którym jest „Anthony” i „całkiem przypadkiem” wpierdalają go do fontanny, zostawiają na środku ulicy i takie tam. – powiedziała lekko rozbawiona.
- Fajnie. Musze jeszcze tylko zrobić sobie lekki makijaż i możemy iść.
Podeszłam do szafy, wzięłam podkład i stanęłam przed lustrem. Nałożyłam lekką warstwę, a następnie dałam trochę pudru i pomalowałam sobie rzęsy.
- Dobra, możemy iść.
Zeszłyśmy na dół, rodziców już nie było, pewnie wyszli do pracy. W jadalni przy stole siedział Matt i Luke, na śniadanie zrobili sobie naleśniki.
- Gdzieś idziesz? – spytał się Luke nawet na mnie nie patrząc.
- Tak, razem z Rose do galerii kupić sobie jakąś sukienkę na imprezę.
- No nieźle, a u kogo ta impreza?
- Felix Sandman, mój znajomy. Chodzimy razem do klasy. – z odpowiedzią wyprzedza mnie Rose.
- Uh. Dobra, możesz iść, ale wróć w miarę możliwości trzeźwa. Rodzice wrócą dopiero jutro po południu, co nie zmienia faktu, że nie będę znosić Twojego kaca, miś.
- Postaram się, najwyżej prześpię się ze wszystkimi na imprezie. W tedy nie będę miała kiedy się upić. – powiedziałam z ironią.
- Dobra, idź już sobie. – mówił lekko rozśmieszony Luke.
Założyłam białe, krótkie conversy. Otworzyłam drzwi i wraz z Rose wyszłam.
- Dobra, którędy do galerii?
- W prawo, potem w autobus 43 i jesteśmy na miejscu.
- Daleko jest galeria?
- Około 10 minut się do niej autobusem jedzie.
- Dobra, to szybciutko.
Doszłyśmy na przystanek i czekałyśmy na autobus z dwuminutowym opóźnieniem. Wsiadłyśmy do niego i zaczęłyśmy rozmawiać o imprezie.
- Rozumiem, że zamierzasz na tej dzisiejszej imprezie poderwać Felixa.
- Strzał w dziesiątkę! Muszę wyglądać zabójczo!
- Oj będziesz kochana, oj będziesz. Nie dlatego, że jestem zła za to, że tak wcześnie mnie obudziłaś i mam ochotę Cię zabić. Po prostu wybierzemy coś ślicznego!
Ro się zaśmiała.
Po paru minutach byłyśmy już na miejscu. Wielka, a nawet OGROMNA galeria. Będzie w czym wybierać.
- Słuchaj, widziałam dwie śliczne sukienki w  H&M! Jedna jest idealna dla Ciebie, a w drugiej ja będę kłaść na kolana wszystkich chłopaków. – powiedziała żartując.
- We wszystkim ich położymy! Padną z wrażenia!
Ruszyłyśmy w stronę H&M. Parę minut później byłyśmy już na miejscu, sklep był jednym z pierwszych.
Weszłyśmy do sklepu, Rose złapała mnie za nadgarstek i zaciągnęła w stronę sukienki, którą wybrała dla mnie. Była ona jasnoniebieska, nad biodrami miała niebieskie kwiatuszki. Pomyślałam, że założę do niej moją skórzaną kurtkę i kremową torebeczkę.
- Będziesz w niej ślicznie wyglądać.
- Wiem!
Wzięłam ją w rękę, a Rose zrobiła mi zdjęcie.
- Uuuśmiech! – powiedziałą Ro, przedłużając literę „U”

- Zobacz jak ślicznie wyszłaś.
- No pięknie.
- Idź ją przymierzyć!
- Już idę, już idę.
Weszłam do przymierzalni, zdjęłam z siebie swój sweterek i spodnie, a założyłam jasnoniebieską sukienkę. Wyszłam z przymierzalni.
- Wow! Wyglądasz ślicznie!
- Wiem. Biorę ją!
Weszłam do przymierzalni i z powrotem założyłam na siebie moje ubrania, wzięłam sukienkę i wyszłam.
- A gdzie Twoja?
- Już ją kupiłam, wiedziałam, że niemożliwe jest abym nie wyglądała w niej olśniewająco.
- No nieźle, mam nadzieję, że wyślesz mi Twoją focie w niej.
- Jasne!
Podeszłam do kasy, zapłaciłam za sukienkę 40 dolarów. Kasjerka zapakowała mi ją w torebkę.
Wyszłyśmy ze sklepu.
- A co z butami? – spytała zaciekawiona.
- Buty mam, będą idealnie do niej pasować. – odpowiedziałam.
- Okay, to może pójdziemy na kawę? – zaproponowała Rose.
- Tak, tylko zadzwonię i umówię nas na manicure.
Zadzwoniłam i to szybko załatwiłam, manicure mamy o godzinie 13. Kawiarnia była obok, zamówiłam sobie frappe, a dla Rose wzięłam jej ulubioną cafee latte.
- Jaki kolor słomki chcesz?
- Jeszcze się pytasz?! FIOLETOWY!
- Dobrze. Fioletowa dla Ciebie. – zachichotałam. – Ja wezmę sobie żółtą.
Zapłaciłam za kawę, podeszłam do stolika przy którym siedziała Ro, właśnie tweetowała.
- Trzymaj. Twoja caffee latte z fioletową słomką. – podałam jej kawę.
Zdążyłam usiąść i właśnie zadzwonił do mnie Oscar.
- Poczekaj chwilkę, muszę odebrać.
Rozmowa:
„- Hej piękna, tu Oscar.
- Wiem, mam Ciebie zapisanego. Co chcesz miś?
- Przychodzisz dzisiaj na tą imprezę?
- Jeszcze się pytasz? Właśnie wybrałam dla mnie śliczną sukienkę. Uwierz mi, wyglądam zabójczo.
- Nie wątpię. Będę po Ciebie o 17:30.
- Będę czekać. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia.”
- No ładnie, ładnie „misiu”. – powiedziała ironicznie Rose.
- A zakrztuś się ta swoja kawą.
Rose wybuchła śmiechem.
Wypiłyśmy kawę i stwierdziłyśmy, że jesteśmy głodne więc domówiłyśmy jeszcze sobie po naleśnikach z twarożkiem, bitą śmietaną i owocami.
Jest godzina 12:21. Czas się zbierać i iść na manicure.
Zostawiłam napiwek i poszłyśmy na autobus. Na przystanku patrzyłyśmy na rozkład
- Którym mamy jechać?
- Hmm.. To będzie 62a. Zaraz powinien być, kursuje bardzo często.
Właśnie podjechał, wsiadłyśmy do niego i zajęłyśmy miejsca, dwa ostatnie. Na następnych przystankach zrobiło się tłocznie i jakieś dwie staruszki wsiadły do autobusu, stwierdziłam, że powinnam im ustąpić. Wstałam i zaprosiłam jedną na moje miejsce. Rose zrobiła to samo.
Wysiadłyśmy mniej więcej 5 minut drogi od salonu.
Była godzina 12:40. Mamy jeszcze 20 minut, ale byłyśmy trochę przed czasem. Na szczęście nie było żadnych klientów, więc panie zajęły się nami wcześniej. Usiadłyśmy na dwóch krzesłach, naprzeciwko nas usiadły manicurzystki.
- Jakiego koloru paznokcie? – spytała mnie pani.
- Chciałabym, aby pasowały mi do tej sukienki. – powiedziałam wyjmując ją z torby.
- Te kolory będą idealne.
- A Ty jaką masz sukienkę? – druga pani spytała się Rose.
- Taką czarną.
- Zaraz znajdziemy jakieś kolory.
Pani malowała nam paznokcie około godziny, przynajmniej tak mi się zdawało. Gdy spojrzałam na zegarek była już 15:11.
Zapłaciłyśmy, podziękowałyśmy i wyszłyśmy.
Gdy byłyśmy już pod moim domem to pożegnałam się z Rose i poszła do domu.
Mam niecałe 2 godziny, żeby się naszykować.
Pierwsze co zrobiłam to nałożyłam lekko mocniejszy makijaż i poprawiłam rzęsy.
Założyłam sukienkę, buty i biżuterię. Poszłam do łazienki, włączyłam lokówkę i podkręciłam włosy, z moich prostych włosów utworzyły się lekkie fale.


Która godzina? – spytałam sama siebie. 17:17.
Zaraz będzie Oscar. Poszłam szybko do łazienki umyć zęby. Zadzwonił dzwonek.

------------------
Dziękuję za Wasze komentarze miśki! Za każdy jestem wdzięczna i dzięki nim, wiem, że mam dla kogo pisać :]
---
Mam nadzieję, że 2015 rok będzie w 100% lepszy od 2014. 
---
Niestety z powodu szkoły, od 5 stycznia rozdziały będą dodawane raz w tygodniu, najprawdopodobniej w soboty.



sobota, 27 grudnia 2014

Rozdział 4

Nie wiem ile to trwało, ale mogłoby trwać wieki. Nie zwracałam uwagi na patrzące się dzieciaki. Liczył się tylko ON. Przerwałam pocałunek, nie dlatego, że miałam dość, tylko dlatego, że chciałam iść już do domu. Oscar był trochę zawiedziony, spodobało mu się. Nie chciał przerywać, chciał więcej.
Muszę opowiedzieć o tym Rose, wysłuchać tej gadki o zabezpieczeniach.
Poczułam coś do niego, może powinnam zerwać z James’em? Nie wiem, zobaczymy, co powie Rose.
Powinnam się zastanowić, którego bardziej kocham. Ale czy da się kochać bardziej? Samo słowo kochać, oznacza miłość, radość, szczęście, poświęcenie się dla drugiej osoby. Nie można kochać bardziej i mniej.
- Powinnam iść do domu. – mówiłam do niego patrząc mu się w oczy.
- Odprowadzę Cię.
- Nie musisz.
- Ale bardzo tego chcę.
Uśmiechnęłam się.
Zauważyłam, że jakaś pani się nam też przyglądała. Podeszła do nas.
- Idźcie już aniołki, ja to posprzątam.
Podziękowałam i kiwnęłam głową.
Wyszliśmy z kina, Oscar złapał mnie za rękę.
Ma taką gładką dłoń. Owinęłam moimi palcami jego palce i lekko ścisnęłam.
Szliśmy przez wąską ulicę, pomiędzy jakimiś małymi mieszkaniami. Ledwo, co lampki się tam świeciły. Zaczęło się ściemniać, było po godzinie 18. Trzymał mnie nadal za rękę i patrzył się na mnie kątem oka. Przez całą drogę nie zamieniliśmy słowa.
Dotarliśmy pod mój dom. Zatrzymałam się. Odwróciłam tak, aby móc patrzeć się mu w oczy.
Objął mnie, lekko do siebie przyciskając.
- Zakochałem się w Tobie, jak spojrzałem Ci w oczy. Wiedziałem, że jesteś inna niż inne. Miałaś ten błysk w oku, który kazał mi się o Ciebie postarać. Nie wiedziałem, że dzisiaj uda mi się Ciebie pocałować. Jeszcze dzisiaj rano na mnie krzyczałaś, byłaś zła. Bardzo się Cieszę, że już nie jesteś zła. Bardzo Ciebie kocham, a Ty do mnie coś czujesz?
Nie odpowiedziałam, chyba dlatego, że nie załam odpowiedzi. Jakiś magnez mnie do niego przyciągał. Powoli zbliżyłam twarz do jego policzka i pocałowałam go w niego.
- No ładne rzeczy mi tutaj wyprawiasz, siostro. Ładnie to tak niewinnych chłopców podrywać? – Luke, podszedł do nas i wyciągnął rękę na przywitanie. – Luke Faraday, STARSZY BRAT Lennox. – wyraźnie zaznaczył, kim dla mnie jest.
Oscar mnie puścił i podał rękę.
- Oscar Enestad, znajomy Twojej siostry.
- Ładny mi znajomy. Len idź już do domu, ja sobie z nim pomówię.
- Luke, nie możesz mi rozkazywać.
- Len. – znów się na mnie TAK spojrzał, a ja wykonałam polecenie, jeszcze raz pocałowałam Oscara w policzek. – Do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
Weszłam do domu, pierwsze, co zrobiłam to zza okna patrzyłam na to co się tam dzieję.
-LUKE POV-
- Słuchaj, jeśli coś odpierdolisz i zechcesz ją skrzywdzić to przed tym poszukaj sobie wygodnego grobu. Bo zaraz po tym będziesz w nim leżeć. Jasne? – mówiłem bardzo pewnie.
- Nigdy nie zechce skrzywdzić tak wspaniałej dziewczyny. Wiedz, że ją szczerze kocham i jak sam bym ją skrzywdził to bym sobie tego nigdy nie wybaczył. Nikomu tez nie pozwolę jej skrzywdzić, nie dopuszczę do tego. Za bardzo ją kocham, jestem gotowy się dla niej poświęcić.
- Mam nadzieję. Nie strać mojego zaufania, bo będzie z Tobą źle. Masz się nią opiekować i traktować jak księżniczkę, bo inaczej poznasz smak mojej pięści.
- Oczywiście, ona już jest moją księżniczką. – chłopak uśmiechnął się i pomachał Lennox, która była za oknem.
- Nie zawiedź mnie.
Przybiłem z nim żółwika.
- Nie zawiodę.
-LENNOX POV-
Luke wszedł do domu.
- Co to do cholery jasnej było?! Musiałeś sobie urządzić pieprzoną gadkę brata z chłopakiem siostry?!
- Żadna cholera jasna, żadna pieprzona. Porozmawialiśmy jak faceci i tyle. Możesz być spokojna.
- UGH!
Puścił mi oczko i lekko się uśmiechnął.
- Nie musisz się denerwować.
Po tych słowach pobiegłam do swojego pokoju i walnęłam się na łóżko. Wybrałam szybko numer do Rose i zadzwoniłam.
- Rose?
- Tak, co się stało?
- Mówiłam Ci, że zgubiłam portfel.
- No mówiłaś.
- Ale słuchaj! Ten Oscar przyniósł mi go do domu i zaprosił na tą imprezę do Felixa. Nie jesteś zła prawda?
- Ooo! Świetnie! Nie, nie jestem!
- Ale słuchaj! Na początku się nie zgodziłam, bo parę godzin temu się poznaliśmy.
- Oh ty zła.
- Słuchaj, kurwa! Opowiedział mi o sobie, jak ma na imię, na nazwisko, ile ma centymetrów wzrostu, jaki numer buta, co lubi robić i tak dalej. I powiedział, że skoro już go znam to chcę się czegoś o mnie dowiedzieć. No to mu opowiedziałam o sobie. Potem stwierdził, że wiem już o nim więcej rzeczy niż niektórzy jego kumple, więc mogę się już z nim umówić. Powiedziałam, że jak nie będziesz zła to się umówię. Głupio mi było go tak zostawiać, więc zaprosiłam go do kina na Igrzyska Śmierci. Powiedział, że z przyjemnością pójdzie. Kupił mi lody Smerfowe, a sobie Sex On The Beach.
Rose wybuchła śmiechem.
- Ale były przynajmniej dobre? – spytała rozbawiona.
- Mówił, że za taką cenę mogłoby być lepiej. -
Obie zaczęłyśmy się głośno śmiać. – W kinie kupił popcorn i jedną colę z dwoma słomkami. Po 40 minutach zauważyłam, że mu się nudzi, mi też jakoś bardzo się nie podobało. Więc mieliśmy się przejść. Szedł pierwszy, a ja się potknęłam, w ostatniej chwili mnie złapał, spojrzał się w oczy i pocałował.
- Awww. Słodko.
- Jakieś dzieciaki zaczęły piszczeć. Przerwał pocałunek, ale ja chciałam więcej. Złapałam go rękami za twarz i namiętnie pocałowałam. Ro, chyba się zakochałam.
- Wow. A jeszcze dzisiaj mi pieprzyłaś o James’ie. Zerwałaś już z nim?
- Nie wiem czy będę potrafiła, wiesz, dopiero co się żegnaliśmy i obiecywaliśmy, że będziemy ze sobą nadal mimo rozłąki.
- Ale to nieuczciwe spotykać się z dwoma naraz. Zerwij z jednym. Musisz, inaczej skrzywdzisz ich obu.
- Ale do obu coś czuję.
- Ale jednego kochasz, zastanów się którego. Najlepiej, żebyś po imprezie wiedziała już którego.
- Wiem, muszę podjąć decyzję.
- Dobra, Len, ja lecę na kolację. Do zobaczenia.
- Cześć.
Rozłączyłam się, zablokowałam telefon i odłożyłam na półkę obok łóżka.
Ktoś zapukał do drzwi.
- Wejdź.
To była mama i nie wierze. Przyniosła gumki. Wiedziałam, że przed tą rozmową nie ma ucieczki. Ale chyba jej się trochę w głowie pojebało.
- Musimy porozmawiać.
- Chcesz mi tłumaczyć jak używać kondomów? Naprawdę chcesz przeprowadzić ze mną tą rozmowę? Wiem jak ich używać, inaczej domyślam się. Nie musisz mi tego tłumaczyć serio.
- Bo widziałam, Cię z James’em i z tym uroczym blondaskiem. Wolę Ci chociaż je dać.
- Mamo. James jest w Londynie, a z Oscarem poznałam się dzisiaj. Nie wiem za kogo mnie uważasz, czy ty serio myślisz, że jestem zdolna współżyć z chłopakiem dopiero co poznanym?
- Ja chce Ci je tylko na wszelki wypadek przekazać. Weź je.
Położyła je na komodzie, pod wiszącym telewizorem, wyszła i zamknęła drzwi.

O kurwa.

--------------------
Dziękuję za wszystkie komentarze, jestem bardzo, bardzo wdzięczna za Wasze opinie! 
Bardzo miło mi się je czyta. :)

-----

Życzę Wam udanego sylwestra miśki!

-----

Ania, Kinga ily xx

środa, 24 grudnia 2014

Rozdział 3

Nie odpowiedziałam nic, próbowałam powstrzymać uśmiech, nie udało się. Uśmiechnęłam się.
- Mówię to co myślę, przepraszam.
- Spokojnie, nic się nie stało. To było bardzo miłe.
Chłopak się uśmiechnął.
- Sprawdzę godziny w jakich puszczają film.
Wyjął swojego Iphone’a nim zdążyłam się obejrzeć znał już godziny
- 16.45 Może być?
- Jasne, chodźmy już może, mamy 40 min. Najwyżej kupimy bilety w kinie. Premiera była jakiś czas temu, więc powinny jeszcze być miejsca. – zaproponowałam.
Oscar założył swojego fullcap’a, poprawił kaptur od bluzy, otworzył mi drzwi i mnie przepuścił.
Zeszliśmy na dół i kierowaliśmy się w stronę drzwi wyjściowych. Zatrzymała nas moja mama.
- Gdzie idziecie?
- Do kina. – odpowiedziałam, nie patrząc się nawet na nią.
- Nie zjecie z nami obiadu?
- Śpieszy nam się.
- No cóż, może innym razem. – spojrzała się na Oscara. O nie, to było TO spojrzenie. Jak wrócę, to będzie pieprzyć o tych cholernych zabezpieczeniach. Czy ja wyglądam na dziwkę? Dzisiaj go kurwa poznałam.
Ogólnie to nie spałam jeszcze z żadnym chłopakiem, czekam na TEGO JEDYNEGO.
- Do widzenia. – Oscar pożegnał się z moją mamą.
- Do zobaczenia, miłej zabawy.
- Dziękujemy.
Przewróciłam oczami, otworzyłam drzwi i razem z Oscarem wyszliśmy z domu.
- Masz fajną mamę. – powiedział.
- Tylko taką udaje, pewnie myśli, że mi się podobasz.
- A nie? – zrobił maślane oczy.
- Ugh, to nie tak. Nie ważne. Którędy do kina?
- Musimy wsiąść w autobus na przystanku.
- Daleko jest przystanek?
- Nie, to zaraz za rogiem.
- Za rogiem? Czy ten autobus ma numer 56A?
- Tak, skąd wiesz?
- Bo właśnie podjechał.
Biegniemy i machamy kierowcy, ale najwyraźniej na marne. Nie zauważył nas, odjechał.
- Fuck! – krzyknął Oscar.
- Spokojnie, nie denerwuj się. Jest jeszcze jakiś autobus, który jedzie w kierunku kina?
- Jest jeden, ale następny kurs ma po godzinie 17.
- Daleko jest kino?
- 20 minut drogi stąd.
- To może się przejdziemy? Nie jest to jakoś daleko. Pozwolisz, że po drodze zapalę. – powiedziałam to nie w formie pytania, chciałam go o tym poinformować. Po prostu chciałam zapalić.
Kiwnął głową, tak jakby chciał powiedzieć tak, ale w jego oczach widziałam skrzywienie. Nie podobało mu się to, że palę.
Grzebałam w kieszeniach w poszukiwaniu papierosów. Przypomniało mi się coś.
- No nie. Rose, ma moją paczkę papierosów.
- Wyjdzie Ci to na zdrowie. – uśmiechnął się.
- Nic już nie mów, proszę.
Przechodzimy obok małego sklepu z lodami, zatrzymuję się na chwilę, żeby zobaczyć jakie są smaki. Truskawa, Mięta, Jabłko, Wiśnia, Sorbet Cytrynowy, Waniliowe, Mango, Brzoskwinia, Arbuz.. SMERFOWE i..
- Sex on the beach. Ciekawe jaki smak. – powiedział śmiejąc się.
- Żurawina z pomarańczą. – odpowiedział totalnie nie zainteresowany sprzedawca.
- BIORĘ! A dla Ciebie jakie?
- Smerfowe.
- Lody smerfowe, serio? – zaśmiał się
- Sex on the beach, serio? – przedrzeźniałam go.
- Smerfowe i Sex On The Beach. Po gałce.
- 4 dolary.
Wyciągnął swój portfel i zapłacił, nie wierzę. Portfel był w Spidermen’a. Wybuchłam śmiechem.
- Ej! To najlepszy bohater! A portfel dostałem od cioci 6 lat temu.
- Wystrzałowy. – powiedziałam dalej się śmiejąc.
Sprzedawca podał mi lody smerfowe, a potem Oscarowi jego Sex On The Beach.
Spróbowałam.
- Całkiem niezłe, a jak tam Twój sex?
- Nie jest zły, ale za taką cenę mógłby być lepszy. – powiedział ironicznie i dalej się śmiał.
Szliśmy już prosto do kina, gadaliśmy o jakiś głupotach.
Gdy doszliśmy, Oscar kupił bilety, popcorn i jedną dużą colę.
- Jedna cola?
- Spokojnie, mam dwie słomki, będzie tak romantycznie. – zachichotał.
Walnęłam go z łokcia.
- A to za co?
- Za nic, po prostu miałam ochotę Ciebie walnąć. – uśmiechnęłam się zadziornie.
- Ty niegrzeczna.
Weszliśmy do sali kinowej. Zajęliśmy miejsce, które nam przypadało, 8c, 7c. W sumie to mogliśmy usiąść tam gdzie chcemy, prócz nas na sali była trójka dzieciaków. Mieli może po 12 lat.
Film się zaczął.

40 minuta filmu

Zauważyłam, że Oscara film totalnie nie interesuje. Nie patrzy się w ekran, patrzy się na mnie. W sumie mnie też przestał interesować, poprzednie części były lepsze. Ciekawsze.
- Oglądasz film, czy Ci się nie podoba? – powiedziałam do niego szeptem.
- Nie jest jakoś bardzo zły, co prawda, nie oglądałem poprzednich części.
- To może wyjdźmy. Mi też jakoś średnio się podoba.
- To chodźmy, może do parku?
- Chętnie.
Wzięłam popcorn, a Oscar wziął picie. Szedł pierwszy. Wychodziłam zza siedzeń, naglę nie wiem o co ale się potknęłam. Upadłabym gdyby nie Oscar, który w ostatniej chwili złapał mnie. Spojrzałam się mu w oczy, nie wiedziałam kiedy, ale pocałował mnie. Dzisiaj się przeprowadziłam do Los Angeles. Spotkałam z Rose. Upadłam na trawnik i straciłam papierosa poprzez zderzenie z przystojnym blondynem, z którym właśnie się całuję. A co z James’em? Przecież nadal z nim chodzę. Nadal go kocham, albo kocham Przystojnego Blondyna. Tak, kocham Oscara. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia, ale starałam się to zamaskować.
Nagle dzieciaki zauważyły, że się całujemy.
- Wooo! To lepsze niż film! Dajcie mi popcorn! – krzyknął jeden z nich.
Oscar nie przestawał, namiętnie mnie całował. Na podłodze leżał rozrzucony popcorn i rozlana cola. Na chwilę zapomniałam o wszystkim, dałam się porwać chwili.
Dzieciaki podniosły się z siedzeń, zaczęły klaskać i piszczeć.
Pocałunek zakończył Oscar, wiedział kiedy. Wiedział, że chcę więcej. Zrobił to specjalnie.
Ale nie dałam się, złapałam go za głowę i tym razem ja zaczęłam pocałunek.

-----------------------------


Na wstępie chciałabym Was przeprosić, że rozdział jest dość krótki, następne będą dłuższe, obiecuję.
Dziękuję za wszystkie komentarze, jestem bardzo, bardzo wdzięczna za Wasze opinie! 
Bardzo miło mi się je czyta. :)

--

Dziękuję Kindze, która czyta Fanfiction zanim je opublikuje, opierdziela mnie, gdy znajdzie jakiś błąd lub coś jej nie pasuje. Dzięki Tobie wiem, co źle napisałam i staram się to poprawić jak 
tylko mogę. Ily miś xx

--

Jeszcze raz chciałam Wam złożyć życzenia świąteczne.
Życzę Wam, abyście w 2015 roku znaleźli miłość, więcej prawdziwych przyjaciół, żebyście byli też zdrowi i aby na Waszych buźkach codziennie gościł uśmiech. To krok do szczęścia.
Wesołych Świąt!