piątek, 2 stycznia 2015

Rozdział 5

3 dni później..

Dzwoni budzik.
- Cholera jasna! – mówię, kładąc poduszkę na głowę. – Zamknij się! Jest dopiero 8 rano!
Budzik dalej dzwoni, zdejmuję poduszkę z głowy i rzucam prosto w niego. Zamknął się.
- Uff. Nareszcie.
Wtulam się w drugą poduszkę i przykrywam kołdrą, lekko ją obejmując. Dopiero co udaje mi się zamknąć oczy, a tu nagle otwierają się drzwi. Wchodzi Rose.
- Wstawaj śpiąca królewno!
- Czego Ty kurwa ode mnie chcesz?! Jest 8 rano! Człowieku, Ty powinnaś jeszcze spać!
- Ups. Wstałam dzisiaj jakoś wcześnie i stwierdziłam, że skoro dzisiaj jest impreza to trzeba sobie coś ładnego kupić.
Wzięłam drugą poduszkę, rzuciłam nią w Rose.
- Spierdalaj. – zakryłam się kołdrą. – Idę spać.
- Dziewczyno! Mamy tylko 10 godzin! Trzeba kupić sukienki, wymalować się. Ugh, Ty powinnaś się wykąpać, nie pachniesz najlepiej.
Warknęłam.
- Daj mi jeszcze 10 minut.
- Dobra, 10 minut i idziesz pod prysznic.
Zamknęłam oczy, 10 minut minęło. No nie.
- Dobra, wstawaj.
Odkryłam się, usiadłam na łóżku i powoli wstałam.
- Woah! Wyglądasz jakbyś urwała się z dziczy. Włosy to masz jak lwia grzywa.
Spojrzałam się na nią ze złością.
- Jest 8 rano, Ty przychodzisz bezczelnie i mnie budzisz i jeszcze masz czelność mi mówić, że moje włosy źle wyglądają.
- A, zapomniałaś o tym, że śmierdzisz.
- Wyjebe Ci zaraz.
- Spokojnie, kolego. – Rose zaczęła się śmiać.
Gdy już wstałam, ruszyłam w stronę łazienki.
Zamknęłam drzwi Rose przed nosem.
- Zjeżdżaj, zboczeńcu.
- Już idę, spokojnie. Poczekam sobie na zbawienie w Twoim pokoju.
Nie odpowiedziałam jej nic. Zdjęłam ubrania i weszłam pod prysznic. Najpierw nałożyłam odżywkę na włosy, potem je dokładnie opłukałam. Z szamponem zrobiłam to samo. Użyłam swojego ulubionego żelu pod prysznic – czekolada z pomarańczą. Uwielbiam ten zapach. Opłukałam się dokładnie i wyszłam spod prysznica.
Wzięłam swój ręcznik, owinęłam dokładnie włosy, potem wzięłam drugi i dokładnie się wytarłam.
Stwierdziłam, że trzeba wydepilować lekki zarost na nogach, bo zaraz Rose się przyczepi, że mam na nich dżunglę, a poza tym idę dzisiaj w sukience.
Wzięłam swój depilator laserowy – Philips Lumea. Był dość drogi, ale mama też go używa i depilacja traw mniej więcej 10 minut. Więc szybko, bezboleśnie i estetycznie.
Po depilacji zauważyłam, że zapomniałam o ciuchach.
- Cholera jasna!
- Już, spokojnie. Trzymaj ciuchy. – powiedziała Rose.
Otworzyłam minimalnie drzwi, abym mogła wziąć tylko ubrania. Biały sweterek, czarne rurki i oczywiście bielizna.
Ubrałam się, podeszłam do umywalki i umyłam zęby. Spojrzałam się na swoje włosy i stwierdziłam, że trzeba je wyczesać, tak też zrobiłam. Po uczesaniu ich, wzięłam suszarkę aby je wysuszyć.
Poszłam do pokoju, zauważyłam, że Rose siedzi na moim laptopie i ogląda głupawe filmy Janoskians. Boję się myśleć co tym razem zrobili.
- Coś nowego?
- Tak, chodzą z wózkiem w którym jest „Anthony” i „całkiem przypadkiem” wpierdalają go do fontanny, zostawiają na środku ulicy i takie tam. – powiedziała lekko rozbawiona.
- Fajnie. Musze jeszcze tylko zrobić sobie lekki makijaż i możemy iść.
Podeszłam do szafy, wzięłam podkład i stanęłam przed lustrem. Nałożyłam lekką warstwę, a następnie dałam trochę pudru i pomalowałam sobie rzęsy.
- Dobra, możemy iść.
Zeszłyśmy na dół, rodziców już nie było, pewnie wyszli do pracy. W jadalni przy stole siedział Matt i Luke, na śniadanie zrobili sobie naleśniki.
- Gdzieś idziesz? – spytał się Luke nawet na mnie nie patrząc.
- Tak, razem z Rose do galerii kupić sobie jakąś sukienkę na imprezę.
- No nieźle, a u kogo ta impreza?
- Felix Sandman, mój znajomy. Chodzimy razem do klasy. – z odpowiedzią wyprzedza mnie Rose.
- Uh. Dobra, możesz iść, ale wróć w miarę możliwości trzeźwa. Rodzice wrócą dopiero jutro po południu, co nie zmienia faktu, że nie będę znosić Twojego kaca, miś.
- Postaram się, najwyżej prześpię się ze wszystkimi na imprezie. W tedy nie będę miała kiedy się upić. – powiedziałam z ironią.
- Dobra, idź już sobie. – mówił lekko rozśmieszony Luke.
Założyłam białe, krótkie conversy. Otworzyłam drzwi i wraz z Rose wyszłam.
- Dobra, którędy do galerii?
- W prawo, potem w autobus 43 i jesteśmy na miejscu.
- Daleko jest galeria?
- Około 10 minut się do niej autobusem jedzie.
- Dobra, to szybciutko.
Doszłyśmy na przystanek i czekałyśmy na autobus z dwuminutowym opóźnieniem. Wsiadłyśmy do niego i zaczęłyśmy rozmawiać o imprezie.
- Rozumiem, że zamierzasz na tej dzisiejszej imprezie poderwać Felixa.
- Strzał w dziesiątkę! Muszę wyglądać zabójczo!
- Oj będziesz kochana, oj będziesz. Nie dlatego, że jestem zła za to, że tak wcześnie mnie obudziłaś i mam ochotę Cię zabić. Po prostu wybierzemy coś ślicznego!
Ro się zaśmiała.
Po paru minutach byłyśmy już na miejscu. Wielka, a nawet OGROMNA galeria. Będzie w czym wybierać.
- Słuchaj, widziałam dwie śliczne sukienki w  H&M! Jedna jest idealna dla Ciebie, a w drugiej ja będę kłaść na kolana wszystkich chłopaków. – powiedziała żartując.
- We wszystkim ich położymy! Padną z wrażenia!
Ruszyłyśmy w stronę H&M. Parę minut później byłyśmy już na miejscu, sklep był jednym z pierwszych.
Weszłyśmy do sklepu, Rose złapała mnie za nadgarstek i zaciągnęła w stronę sukienki, którą wybrała dla mnie. Była ona jasnoniebieska, nad biodrami miała niebieskie kwiatuszki. Pomyślałam, że założę do niej moją skórzaną kurtkę i kremową torebeczkę.
- Będziesz w niej ślicznie wyglądać.
- Wiem!
Wzięłam ją w rękę, a Rose zrobiła mi zdjęcie.
- Uuuśmiech! – powiedziałą Ro, przedłużając literę „U”

- Zobacz jak ślicznie wyszłaś.
- No pięknie.
- Idź ją przymierzyć!
- Już idę, już idę.
Weszłam do przymierzalni, zdjęłam z siebie swój sweterek i spodnie, a założyłam jasnoniebieską sukienkę. Wyszłam z przymierzalni.
- Wow! Wyglądasz ślicznie!
- Wiem. Biorę ją!
Weszłam do przymierzalni i z powrotem założyłam na siebie moje ubrania, wzięłam sukienkę i wyszłam.
- A gdzie Twoja?
- Już ją kupiłam, wiedziałam, że niemożliwe jest abym nie wyglądała w niej olśniewająco.
- No nieźle, mam nadzieję, że wyślesz mi Twoją focie w niej.
- Jasne!
Podeszłam do kasy, zapłaciłam za sukienkę 40 dolarów. Kasjerka zapakowała mi ją w torebkę.
Wyszłyśmy ze sklepu.
- A co z butami? – spytała zaciekawiona.
- Buty mam, będą idealnie do niej pasować. – odpowiedziałam.
- Okay, to może pójdziemy na kawę? – zaproponowała Rose.
- Tak, tylko zadzwonię i umówię nas na manicure.
Zadzwoniłam i to szybko załatwiłam, manicure mamy o godzinie 13. Kawiarnia była obok, zamówiłam sobie frappe, a dla Rose wzięłam jej ulubioną cafee latte.
- Jaki kolor słomki chcesz?
- Jeszcze się pytasz?! FIOLETOWY!
- Dobrze. Fioletowa dla Ciebie. – zachichotałam. – Ja wezmę sobie żółtą.
Zapłaciłam za kawę, podeszłam do stolika przy którym siedziała Ro, właśnie tweetowała.
- Trzymaj. Twoja caffee latte z fioletową słomką. – podałam jej kawę.
Zdążyłam usiąść i właśnie zadzwonił do mnie Oscar.
- Poczekaj chwilkę, muszę odebrać.
Rozmowa:
„- Hej piękna, tu Oscar.
- Wiem, mam Ciebie zapisanego. Co chcesz miś?
- Przychodzisz dzisiaj na tą imprezę?
- Jeszcze się pytasz? Właśnie wybrałam dla mnie śliczną sukienkę. Uwierz mi, wyglądam zabójczo.
- Nie wątpię. Będę po Ciebie o 17:30.
- Będę czekać. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia.”
- No ładnie, ładnie „misiu”. – powiedziała ironicznie Rose.
- A zakrztuś się ta swoja kawą.
Rose wybuchła śmiechem.
Wypiłyśmy kawę i stwierdziłyśmy, że jesteśmy głodne więc domówiłyśmy jeszcze sobie po naleśnikach z twarożkiem, bitą śmietaną i owocami.
Jest godzina 12:21. Czas się zbierać i iść na manicure.
Zostawiłam napiwek i poszłyśmy na autobus. Na przystanku patrzyłyśmy na rozkład
- Którym mamy jechać?
- Hmm.. To będzie 62a. Zaraz powinien być, kursuje bardzo często.
Właśnie podjechał, wsiadłyśmy do niego i zajęłyśmy miejsca, dwa ostatnie. Na następnych przystankach zrobiło się tłocznie i jakieś dwie staruszki wsiadły do autobusu, stwierdziłam, że powinnam im ustąpić. Wstałam i zaprosiłam jedną na moje miejsce. Rose zrobiła to samo.
Wysiadłyśmy mniej więcej 5 minut drogi od salonu.
Była godzina 12:40. Mamy jeszcze 20 minut, ale byłyśmy trochę przed czasem. Na szczęście nie było żadnych klientów, więc panie zajęły się nami wcześniej. Usiadłyśmy na dwóch krzesłach, naprzeciwko nas usiadły manicurzystki.
- Jakiego koloru paznokcie? – spytała mnie pani.
- Chciałabym, aby pasowały mi do tej sukienki. – powiedziałam wyjmując ją z torby.
- Te kolory będą idealne.
- A Ty jaką masz sukienkę? – druga pani spytała się Rose.
- Taką czarną.
- Zaraz znajdziemy jakieś kolory.
Pani malowała nam paznokcie około godziny, przynajmniej tak mi się zdawało. Gdy spojrzałam na zegarek była już 15:11.
Zapłaciłyśmy, podziękowałyśmy i wyszłyśmy.
Gdy byłyśmy już pod moim domem to pożegnałam się z Rose i poszła do domu.
Mam niecałe 2 godziny, żeby się naszykować.
Pierwsze co zrobiłam to nałożyłam lekko mocniejszy makijaż i poprawiłam rzęsy.
Założyłam sukienkę, buty i biżuterię. Poszłam do łazienki, włączyłam lokówkę i podkręciłam włosy, z moich prostych włosów utworzyły się lekkie fale.


Która godzina? – spytałam sama siebie. 17:17.
Zaraz będzie Oscar. Poszłam szybko do łazienki umyć zęby. Zadzwonił dzwonek.

------------------
Dziękuję za Wasze komentarze miśki! Za każdy jestem wdzięczna i dzięki nim, wiem, że mam dla kogo pisać :]
---
Mam nadzieję, że 2015 rok będzie w 100% lepszy od 2014. 
---
Niestety z powodu szkoły, od 5 stycznia rozdziały będą dodawane raz w tygodniu, najprawdopodobniej w soboty.



7 komentarzy:

  1. sdfgshdakfuyds kocham <3 czekam na next <333

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniały rozdział ;) czekam na next'a :33 <3

    OdpowiedzUsuń
  3. świetne!
    IMPREZAAAAA!!! :D
    Szczęśliwego Nowego Roku! ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. jeju kiedy następny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja już chcę następny

    OdpowiedzUsuń
  6. Hejka zostałaś nominowana do Libser Awards! :) Więcej informacji znajdziesz tutaj : http://thefooopoland.blogspot.com/2015/01/nasze-pierwsze-libster-awards.html

    + obserwuję i liczę na to samo :))))

    OdpowiedzUsuń