sobota, 27 grudnia 2014

Rozdział 4

Nie wiem ile to trwało, ale mogłoby trwać wieki. Nie zwracałam uwagi na patrzące się dzieciaki. Liczył się tylko ON. Przerwałam pocałunek, nie dlatego, że miałam dość, tylko dlatego, że chciałam iść już do domu. Oscar był trochę zawiedziony, spodobało mu się. Nie chciał przerywać, chciał więcej.
Muszę opowiedzieć o tym Rose, wysłuchać tej gadki o zabezpieczeniach.
Poczułam coś do niego, może powinnam zerwać z James’em? Nie wiem, zobaczymy, co powie Rose.
Powinnam się zastanowić, którego bardziej kocham. Ale czy da się kochać bardziej? Samo słowo kochać, oznacza miłość, radość, szczęście, poświęcenie się dla drugiej osoby. Nie można kochać bardziej i mniej.
- Powinnam iść do domu. – mówiłam do niego patrząc mu się w oczy.
- Odprowadzę Cię.
- Nie musisz.
- Ale bardzo tego chcę.
Uśmiechnęłam się.
Zauważyłam, że jakaś pani się nam też przyglądała. Podeszła do nas.
- Idźcie już aniołki, ja to posprzątam.
Podziękowałam i kiwnęłam głową.
Wyszliśmy z kina, Oscar złapał mnie za rękę.
Ma taką gładką dłoń. Owinęłam moimi palcami jego palce i lekko ścisnęłam.
Szliśmy przez wąską ulicę, pomiędzy jakimiś małymi mieszkaniami. Ledwo, co lampki się tam świeciły. Zaczęło się ściemniać, było po godzinie 18. Trzymał mnie nadal za rękę i patrzył się na mnie kątem oka. Przez całą drogę nie zamieniliśmy słowa.
Dotarliśmy pod mój dom. Zatrzymałam się. Odwróciłam tak, aby móc patrzeć się mu w oczy.
Objął mnie, lekko do siebie przyciskając.
- Zakochałem się w Tobie, jak spojrzałem Ci w oczy. Wiedziałem, że jesteś inna niż inne. Miałaś ten błysk w oku, który kazał mi się o Ciebie postarać. Nie wiedziałem, że dzisiaj uda mi się Ciebie pocałować. Jeszcze dzisiaj rano na mnie krzyczałaś, byłaś zła. Bardzo się Cieszę, że już nie jesteś zła. Bardzo Ciebie kocham, a Ty do mnie coś czujesz?
Nie odpowiedziałam, chyba dlatego, że nie załam odpowiedzi. Jakiś magnez mnie do niego przyciągał. Powoli zbliżyłam twarz do jego policzka i pocałowałam go w niego.
- No ładne rzeczy mi tutaj wyprawiasz, siostro. Ładnie to tak niewinnych chłopców podrywać? – Luke, podszedł do nas i wyciągnął rękę na przywitanie. – Luke Faraday, STARSZY BRAT Lennox. – wyraźnie zaznaczył, kim dla mnie jest.
Oscar mnie puścił i podał rękę.
- Oscar Enestad, znajomy Twojej siostry.
- Ładny mi znajomy. Len idź już do domu, ja sobie z nim pomówię.
- Luke, nie możesz mi rozkazywać.
- Len. – znów się na mnie TAK spojrzał, a ja wykonałam polecenie, jeszcze raz pocałowałam Oscara w policzek. – Do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
Weszłam do domu, pierwsze, co zrobiłam to zza okna patrzyłam na to co się tam dzieję.
-LUKE POV-
- Słuchaj, jeśli coś odpierdolisz i zechcesz ją skrzywdzić to przed tym poszukaj sobie wygodnego grobu. Bo zaraz po tym będziesz w nim leżeć. Jasne? – mówiłem bardzo pewnie.
- Nigdy nie zechce skrzywdzić tak wspaniałej dziewczyny. Wiedz, że ją szczerze kocham i jak sam bym ją skrzywdził to bym sobie tego nigdy nie wybaczył. Nikomu tez nie pozwolę jej skrzywdzić, nie dopuszczę do tego. Za bardzo ją kocham, jestem gotowy się dla niej poświęcić.
- Mam nadzieję. Nie strać mojego zaufania, bo będzie z Tobą źle. Masz się nią opiekować i traktować jak księżniczkę, bo inaczej poznasz smak mojej pięści.
- Oczywiście, ona już jest moją księżniczką. – chłopak uśmiechnął się i pomachał Lennox, która była za oknem.
- Nie zawiedź mnie.
Przybiłem z nim żółwika.
- Nie zawiodę.
-LENNOX POV-
Luke wszedł do domu.
- Co to do cholery jasnej było?! Musiałeś sobie urządzić pieprzoną gadkę brata z chłopakiem siostry?!
- Żadna cholera jasna, żadna pieprzona. Porozmawialiśmy jak faceci i tyle. Możesz być spokojna.
- UGH!
Puścił mi oczko i lekko się uśmiechnął.
- Nie musisz się denerwować.
Po tych słowach pobiegłam do swojego pokoju i walnęłam się na łóżko. Wybrałam szybko numer do Rose i zadzwoniłam.
- Rose?
- Tak, co się stało?
- Mówiłam Ci, że zgubiłam portfel.
- No mówiłaś.
- Ale słuchaj! Ten Oscar przyniósł mi go do domu i zaprosił na tą imprezę do Felixa. Nie jesteś zła prawda?
- Ooo! Świetnie! Nie, nie jestem!
- Ale słuchaj! Na początku się nie zgodziłam, bo parę godzin temu się poznaliśmy.
- Oh ty zła.
- Słuchaj, kurwa! Opowiedział mi o sobie, jak ma na imię, na nazwisko, ile ma centymetrów wzrostu, jaki numer buta, co lubi robić i tak dalej. I powiedział, że skoro już go znam to chcę się czegoś o mnie dowiedzieć. No to mu opowiedziałam o sobie. Potem stwierdził, że wiem już o nim więcej rzeczy niż niektórzy jego kumple, więc mogę się już z nim umówić. Powiedziałam, że jak nie będziesz zła to się umówię. Głupio mi było go tak zostawiać, więc zaprosiłam go do kina na Igrzyska Śmierci. Powiedział, że z przyjemnością pójdzie. Kupił mi lody Smerfowe, a sobie Sex On The Beach.
Rose wybuchła śmiechem.
- Ale były przynajmniej dobre? – spytała rozbawiona.
- Mówił, że za taką cenę mogłoby być lepiej. -
Obie zaczęłyśmy się głośno śmiać. – W kinie kupił popcorn i jedną colę z dwoma słomkami. Po 40 minutach zauważyłam, że mu się nudzi, mi też jakoś bardzo się nie podobało. Więc mieliśmy się przejść. Szedł pierwszy, a ja się potknęłam, w ostatniej chwili mnie złapał, spojrzał się w oczy i pocałował.
- Awww. Słodko.
- Jakieś dzieciaki zaczęły piszczeć. Przerwał pocałunek, ale ja chciałam więcej. Złapałam go rękami za twarz i namiętnie pocałowałam. Ro, chyba się zakochałam.
- Wow. A jeszcze dzisiaj mi pieprzyłaś o James’ie. Zerwałaś już z nim?
- Nie wiem czy będę potrafiła, wiesz, dopiero co się żegnaliśmy i obiecywaliśmy, że będziemy ze sobą nadal mimo rozłąki.
- Ale to nieuczciwe spotykać się z dwoma naraz. Zerwij z jednym. Musisz, inaczej skrzywdzisz ich obu.
- Ale do obu coś czuję.
- Ale jednego kochasz, zastanów się którego. Najlepiej, żebyś po imprezie wiedziała już którego.
- Wiem, muszę podjąć decyzję.
- Dobra, Len, ja lecę na kolację. Do zobaczenia.
- Cześć.
Rozłączyłam się, zablokowałam telefon i odłożyłam na półkę obok łóżka.
Ktoś zapukał do drzwi.
- Wejdź.
To była mama i nie wierze. Przyniosła gumki. Wiedziałam, że przed tą rozmową nie ma ucieczki. Ale chyba jej się trochę w głowie pojebało.
- Musimy porozmawiać.
- Chcesz mi tłumaczyć jak używać kondomów? Naprawdę chcesz przeprowadzić ze mną tą rozmowę? Wiem jak ich używać, inaczej domyślam się. Nie musisz mi tego tłumaczyć serio.
- Bo widziałam, Cię z James’em i z tym uroczym blondaskiem. Wolę Ci chociaż je dać.
- Mamo. James jest w Londynie, a z Oscarem poznałam się dzisiaj. Nie wiem za kogo mnie uważasz, czy ty serio myślisz, że jestem zdolna współżyć z chłopakiem dopiero co poznanym?
- Ja chce Ci je tylko na wszelki wypadek przekazać. Weź je.
Położyła je na komodzie, pod wiszącym telewizorem, wyszła i zamknęła drzwi.

O kurwa.

--------------------
Dziękuję za wszystkie komentarze, jestem bardzo, bardzo wdzięczna za Wasze opinie! 
Bardzo miło mi się je czyta. :)

-----

Życzę Wam udanego sylwestra miśki!

-----

Ania, Kinga ily xx

6 komentarzy: