piątek, 19 grudnia 2014

Rozdział 1

To już dzisiaj, to już dzisiaj opuszczam miejsce w którym się urodziłam i moich przyjaciół.

Obudziłam się, jest godzina 6:35, muszę się szybko ogarnąć. Za godzinę mam spotkanie z przyjaciółmi, to już ostateczne pożegnanie. Dobrze, że mam jeszcze papierosy, mam straszną ochotę zapalić.

Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się, uczesałam włosy, umyłam zęby i zrobiłam lekki makijaż.
Założyłam kurtkę, zawiązałam buty i już miałam wychodzić, kiedy mama zatrzymała mnie. Miała na sobie szlafrok, widać, że dopiero wstała, pewnie ją obudziłam.
- Gdzie idziesz niczego nam nie mówiąc?
- Nie chciałam Was obudzić, idę pożegnać się z przyjaciółmi, już ostatni raz.
Spojrzała na mnie z zainteresowaniem.
- Pójdziesz, jak oddasz mi papierosy.
- Papierosy? Jakie pa..
Mama mi przerwała.
- Nie udawaj, oddaj paczkę.
- Nie mam papierosów przy sobie. – Zaprotestowałam, chociaż miałam paczkę w kurtce.
- A tam co masz? – powiedziała wyciągając z mojej kieszeni prawie całą paczkę papierosów.
- Ładnie to tak kłamać?
- Przepraszam, a teraz mogę iść?
- Masz jeszcze jednego papierosa.
- Nie mam.
Mama krzywi głowę.
- W dekolcie.
- Ugh. – z niechęcią wyjmuje papierosa i podaje mamie – Coś jeszcze? – mówię zirytowana.
- Zapalniczka i możesz iść.
Rzucam zapalniczką o podłogę, wychodzę i trzaskam drzwiami.
Zakładam słuchawki i puszczam muzykę. Pierwsza piosenką była „Stay with me”. Szłam w stronę Big Bena, a po chwili dostałam sms’a od James’a : „Mała, my już na Ciebie czekamy.” Przyspieszyłam krok, a po 10 minutach byłam już na miejscu.
Zauważam przyjaciół i zdejmuję słuchawki.
- Cześć misiek! – krzyknęła Ellie i podbiegła do mnie, przytuliła mnie na przywitanie.
- Hej. – odpowiedziałam krótko, James objął i pocałował na przywitanie.
- Ej, kochasie! Może nie przy nas? – przerwał nam Brandon.
James dał mi buziaka w czółko.
- Nie dasz mi wycałować dziewczyny? Przecież nie zobaczę jej przez jakiś czas. – zirytował się James.
- Wycałujesz jak będziesz ją odprowadzać do domu. Więc oszczędź nam widoków.
Emily posłała mu grobowe spojrzenie i Brandon natychmiast zamilkł. Odkąd są razem, Emily bezproblemowo potrafi go uciszyć i zrobić z nim wszystko, a biedny chłopak nie zaprotestuje, dla James’a jest to bynajmniej śmieszne.
- Cudotwórczyni. – James puścił oczko Emily i  zachichotał.
- Masz może papierosy? Mama mi moje skonfiskowała, pewnie ten gnojek jej wypaplał, straszył mnie, że jak mu nie zapłacę to jej powie.
- Matt Cię szantażuje? – wszyscy wybuchli śmiechem – Dajesz się? – zapytał z niedowierzeniem.
Walnęłam go z łokcia.
- Masz te papierosy czy nie?
- A widziałaś mnie kiedyś bez nich? Jasne, że mam! – Wyjął paczkę i ją mi dał. – Weź całą, taka długa podróż i bez fajek nie wytrzymasz. – Uśmiechnął się i dał mi buzi w policzek.
- Dziękuję.
Wzięłam jednego papierosa do buzi, Ellie mi go zapaliła, a resztę paczki włożyłam do kurtki, a jednego do kieszeni od spodni.
- Cieszysz się chociaż, że Rose zobaczysz? – spytała Emily.
- To jedyne dzięki czemu w ogóle chce tam jechać. Nie widziałam się z nią pół roku.
- Tylko ją od nas pozdrów!
Patrzę na zegarek - 7:56, powinnam się już zbierać, za godzinę mamy taksówkę na lotnisko.
- Jasne, że pozdrowię. A teraz przepraszam, ale powinnam już iść. – podchodzę do każdego po kolei i przytulam na pożegnanie.
- Wpadniemy kiedyś do Ciebie z wizytą, pozwiedzamy jakieś kluby razem. – powiedziała Ellie.
- Do zobaczenia. – powiedziała Emily, łza kręciła się jej w oku. Była bardzo wrażliwa i wszystko przeżywała.
- Trzymajcie się dziewczyny.. i ty Brandon też.
James złapał mnie za rękę i szliśmy w stronę domu, rozmawiałam z nim przez całą drogę.

10 minut później..

Stoimy już pod domem.
- Kocham Cię, bardzo. – powiedziałam James’owi – A Ty mnie kochasz?
Zamiast odpowiedzieć pocałował mnie namiętnie i dał do zrozumienia, że odpowiedzią jest tak.
- Najbardziej na świecie, będę  strasznie za Tobą tęsknić.
- Ja za Tobą też, obiecaj, że jakoś to przetrwamy, tą rozłąkę, proszę obiecaj.
Znów mi nie odpowiedział, obdarzył mnie serią pocałunków.
- Obiecuję.

Nagle słyszę, słowa małego gnojka.
- Mamo! Oxie się całuje!
 Matt, stał w drzwiach i najwyraźniej się wszystkiemu przyglądał.
- Idiota. – chrząknęłam pod nosem.
- I jeszcze mnie wyzywa!
Wytknęłam mu język, a Matty zmarszczył nos i zamknął drzwi.
- Misia, trzymaj się, pisz kiedy tylko zechcesz. – pocałował mnie w nos. – Kocham Cię.
- Ja Ciebie też.
Weszłam do domu, zdjęłam buty i kurtkę. Spojrzałam na godzinę – 8:46
Poszłam znieść ostatnie pudła na dół.
Taksówka właśnie podjechała, czas ruszać.

Matt jako pierwszy wepchnął się do taksówki. Ja wkładałam swój bagaż do bagażnika. Luke do mnie podszedł.
- Paliłaś. – powiedział zirytowany.
- Może tak, a może nie. – odpowiedziałam bez entuzjazmu.
- Matka jak poczuje będzie wściekła. – podał mi gumę miętową – Weź ją i popsikaj się perfumami.
- Po co mam to ukrywać?
Spojrzał się na mnie z grobową miną. Ja się śmieje z Brandona, że Emi potrafi z nim zrobić wszystko, a na mnie działa tak mój brat. Ta mina i zrobię to co mi każe.
- Dobra, już. – popsikałam się perfumami i wzięłam gumę do żucia. – Zadowolony?
- Bardzo. Dziękuję.
Usiadłam obok Matt’iego. Założyłam słuchawki, głupek zaczął gadać coś o dinozaurach więc puściłam muzykę, żeby go nie słyszeć.
Luke się dosiadł, a rodzice usiedli na siedzeniach przed nami.
- Możemy ruszać. – powiedział ojciec do kierowcy.
Ruszyliśmy.

20 min później..

Jesteśmy już na lotnisku, jem kanapkę. Podchodzimy do Pani która sprawdza bagaż, przechodzimy przez bramki i idziemy do samolotu, jesteśmy spóźnieni 5 minut.
Zajmujemy swoje miejsca.
Matty siada z rodzicami, a ja z Lukiem siedzimy za nimi. Mam miejsce przy oknie. Wyłączam telefon i zdejmuję kurtkę.
Zapinam pasy, stewardessa tłumaczy nam zasady bezpieczeństwa.
Chwilę po tym wznosimy się w powietrze.
Zakładam słuchawki i podłączam je do mp4 i włączam muzykę  – 5 Seconds Of Summer „She looks so perfect”.
 Zrobiłam zdjęcie z samolotu.

10 godzin podróży, kładę głowę na poduszce i zasypiam.
11 godzin później..
Samolot ląduje z godzinnym opóźnieniem.
Z lotniska odbiera nas taksówka i wiezie do nowego domu.
Po około 15 minutach docieramy.
Dom z zewnątrz wygląda na zadbany, jest całkiem ładny.
Wchodzimy do środka, widać, że wszystkie meble, które zamówili rodzice są na miejscu. Wszystko jest nowe, wygląda naprawdę ładnie.
Zwiedziłam cały dom, zauważam Matt’iego.
- MAMY BASEN! – krzyknął.

Włączam telefon – 2 nieodebrane połączenia, 1 wiadomość : „Jak dojedziesz do domu to zadzwoń. Rose.”
Wybieram szybko numer i dzwonię.
- Rose?
- Tak, cześć Oxie. Jesteś już w nowym domu? Jak się podoba?
Nim zdążę odpowiedzieć to słyszę dzwonek do drzwi.
Ciekawe kto to. Otwieram drzwi, a tam stoi Rose.
- ROSE! – krzyczę i przytulam ją.
- Hej Oxie. – odwzajemnia przytulenie.
- Skąd wiedziałaś gdzie mieszkam? – mówię cały czas się uśmiechając.
- Dzwoniłam wczoraj do Twoich rodziców aby mi podali adres i mniej więcej godzinę o której będziecie, okazało się, że mieszkamy na tej samej ulicy, tyle że ja mieszkam parę domów dalej
- Jak bardzo za Tobą tęskniłam!
- Ja za Tobą też! Chciałabyś się może przejść? Oprowadziłabym Ciebie trochę.
- Jasne!
Mama zauważa Rose.
- Witaj Rose. Widzę, że już zdążyłyście się przywitać.
- Dzień dobry!
- Mamo, wychodzę z Rose. Pozwiedzam trochę miasto.
- Nie jesteś głodna? Rose jest tutaj gdzieś niedaleko jakiś sklep?
- Jest, całkiem niedaleko.
- To kupcie sobie coś do jedzenia, a ja będę musiała zrobić zakupy.
Mama dała mi 10 dolarów, wzięłam i wyszłam wraz z Rose z domu.

- Jak Ci się tutaj mieszka? Fajnie jest? - pytam zaciekawiona.
- Całkiem nieźle, pierwsze parę miesięcy było najgorsze, bo nikogo tutaj nie znałam. Bardzo się cieszę, że będę miała Ciebie na co dzień. Wiesz, że mamy razem chodzić do jednej klasy?
- Naprawdę? Świetnie! Fajną masz klasę? Jacy są nauczyciele?
- Nie jest źle, klasa w miarę ogarnięta, a nauczyciele jakoś bardzo się nie czepiają. Czekaj.. Ty z James'em chodzisz. Dowiedziałam się o tym w tamtym tygodniu, jak długo jesteście razem? 
- Pół roku,ale obawiam się o związek. Kocham James'a, ale mało który związek na odległość przetrwa.
- Ugh, faktycznie, zero kontaktów fizycznych. Tylko skype Wam zostaje.
- Niestety, no cóż, zobaczymy jak to będzie.
- Mam pytanie. Palisz jeszcze?
- Tak, mam paczkę w kieszeni. - sprawdzam kieszeń, ale papierosów nie ma - Nie mam papierosów, musiały wypaść gdzieś w samolocie, albo na lotnisku. Chociaż czekaj, jeden na wszelki wypadek włożyłam do kieszeni. - Masz ogień?
- Tak, mam. 
Wyjmuje zapalniczkę.
- UWAŻAJ! - ostrzega mnie Rose, ale za późno. 
Ktoś na mnie wpadł.
Papieros ląduje w kałuży, a ja na trawniku.


----------------------------------------

Pierwszy rozdział za nami, mam nadzieję, że się podobał.

Zachęcam do komentowania, zwiększy to moją motywacje do dalszego pisania. :)

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia
życzę Wam nadziei, własnego skrawka nieba,
zadumy nad płomieniem świecy,
filiżanki dobrej, pachnącej kawy,
piękna poezji, muzyki,
pogodnych świąt zimowych,
odpoczynku, zwolnienia oddechu,
nabrania dystansu do tego, co wokół,
chwil roziskrzonych kolędą,
śmiechem i wspomnieniami.
Wesołych świąt!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz