To już dzisiaj, to już dzisiaj
opuszczam miejsce w którym się urodziłam i moich przyjaciół.
Obudziłam
się, jest godzina 6:35, muszę się szybko ogarnąć. Za godzinę mam spotkanie z
przyjaciółmi, to już ostateczne pożegnanie. Dobrze, że mam jeszcze papierosy, mam
straszną ochotę zapalić.
Wzięłam
szybki prysznic, ubrałam się, uczesałam włosy, umyłam zęby i zrobiłam lekki
makijaż.
Założyłam
kurtkę, zawiązałam buty i już miałam wychodzić, kiedy mama zatrzymała mnie.
Miała na sobie szlafrok, widać, że dopiero wstała, pewnie ją obudziłam.
- Gdzie
idziesz niczego nam nie mówiąc?
- Nie
chciałam Was obudzić, idę pożegnać się z przyjaciółmi, już ostatni raz.
Spojrzała na
mnie z zainteresowaniem.
- Pójdziesz,
jak oddasz mi papierosy.
- Papierosy?
Jakie pa..
Mama mi
przerwała.
- Nie
udawaj, oddaj paczkę.
- Nie mam
papierosów przy sobie. – Zaprotestowałam, chociaż miałam paczkę w kurtce.
- A tam co
masz? – powiedziała wyciągając z mojej kieszeni prawie całą paczkę papierosów.
- Ładnie to
tak kłamać?
-
Przepraszam, a teraz mogę iść?
- Masz
jeszcze jednego papierosa.
- Nie mam.
Mama krzywi
głowę.
- W
dekolcie.
- Ugh. – z
niechęcią wyjmuje papierosa i podaje mamie – Coś jeszcze? – mówię zirytowana.
-
Zapalniczka i możesz iść.
Rzucam
zapalniczką o podłogę, wychodzę i trzaskam drzwiami.
Zakładam
słuchawki i puszczam muzykę. Pierwsza piosenką była „Stay with me”. Szłam w
stronę Big Bena, a po chwili dostałam sms’a od James’a : „Mała, my już na
Ciebie czekamy.” Przyspieszyłam krok, a po 10 minutach byłam już na miejscu.
Zauważam przyjaciół
i zdejmuję słuchawki.
- Cześć
misiek! – krzyknęła Ellie i podbiegła do mnie, przytuliła mnie na przywitanie.
- Hej. –
odpowiedziałam krótko, James objął i pocałował na przywitanie.
- Ej,
kochasie! Może nie przy nas? – przerwał nam Brandon.
James dał mi
buziaka w czółko.
- Nie dasz
mi wycałować dziewczyny? Przecież nie zobaczę jej przez jakiś czas. – zirytował
się James.
- Wycałujesz
jak będziesz ją odprowadzać do domu. Więc oszczędź nam widoków.
Emily
posłała mu grobowe spojrzenie i Brandon natychmiast zamilkł. Odkąd są razem,
Emily bezproblemowo potrafi go uciszyć i zrobić z nim wszystko, a biedny
chłopak nie zaprotestuje, dla James’a jest to bynajmniej śmieszne.
-
Cudotwórczyni. – James puścił oczko Emily i zachichotał.
- Masz może
papierosy? Mama mi moje skonfiskowała, pewnie ten gnojek jej wypaplał, straszył
mnie, że jak mu nie zapłacę to jej powie.
- Matt Cię
szantażuje? – wszyscy wybuchli śmiechem – Dajesz się? – zapytał z
niedowierzeniem.
Walnęłam go
z łokcia.
- Masz te
papierosy czy nie?
- A
widziałaś mnie kiedyś bez nich? Jasne, że mam! – Wyjął paczkę i ją mi dał. –
Weź całą, taka długa podróż i bez fajek nie wytrzymasz. – Uśmiechnął się i dał
mi buzi w policzek.
- Dziękuję.
Wzięłam
jednego papierosa do buzi, Ellie mi go zapaliła, a resztę paczki włożyłam do
kurtki, a jednego do kieszeni od spodni.
- Cieszysz
się chociaż, że Rose zobaczysz? – spytała Emily.
- To jedyne
dzięki czemu w ogóle chce tam jechać. Nie widziałam się z nią pół roku.
- Tylko ją
od nas pozdrów!
Patrzę na
zegarek - 7:56, powinnam się już zbierać, za godzinę mamy taksówkę na lotnisko.
- Jasne, że
pozdrowię. A teraz przepraszam, ale powinnam już iść. – podchodzę do każdego po
kolei i przytulam na pożegnanie.
- Wpadniemy
kiedyś do Ciebie z wizytą, pozwiedzamy jakieś kluby razem. – powiedziała Ellie.
- Do
zobaczenia. – powiedziała Emily, łza kręciła się jej w oku. Była bardzo
wrażliwa i wszystko przeżywała.
- Trzymajcie
się dziewczyny.. i ty Brandon też.
James złapał
mnie za rękę i szliśmy w stronę domu, rozmawiałam z nim przez całą drogę.
10 minut później..
Stoimy już
pod domem.
- Kocham
Cię, bardzo. – powiedziałam James’owi – A Ty mnie kochasz?
Zamiast
odpowiedzieć pocałował mnie namiętnie i dał do zrozumienia, że odpowiedzią jest
tak.
-
Najbardziej na świecie, będę strasznie
za Tobą tęsknić.
- Ja za Tobą
też, obiecaj, że jakoś to przetrwamy, tą rozłąkę, proszę obiecaj.
Znów mi nie
odpowiedział, obdarzył mnie serią pocałunków.
- Obiecuję.
Nagle
słyszę, słowa małego gnojka.
- Mamo! Oxie
się całuje!
Matt, stał w drzwiach i najwyraźniej się
wszystkiemu przyglądał.
- Idiota. –
chrząknęłam pod nosem.
- I jeszcze
mnie wyzywa!
Wytknęłam mu
język, a Matty zmarszczył nos i zamknął drzwi.
- Misia,
trzymaj się, pisz kiedy tylko zechcesz. – pocałował mnie w nos. – Kocham Cię.
- Ja Ciebie
też.
Weszłam do
domu, zdjęłam buty i kurtkę. Spojrzałam na godzinę – 8:46
Poszłam
znieść ostatnie pudła na dół.
Taksówka
właśnie podjechała, czas ruszać.
Matt jako
pierwszy wepchnął się do taksówki. Ja wkładałam swój bagaż do bagażnika. Luke
do mnie podszedł.
- Paliłaś. –
powiedział zirytowany.
- Może tak,
a może nie. – odpowiedziałam bez entuzjazmu.
- Matka jak
poczuje będzie wściekła. – podał mi gumę miętową – Weź ją i popsikaj się
perfumami.
- Po co mam
to ukrywać?
Spojrzał się
na mnie z grobową miną. Ja się śmieje z Brandona, że Emi potrafi z nim zrobić
wszystko, a na mnie działa tak mój brat. Ta mina i zrobię to co mi każe.
- Dobra,
już. – popsikałam się perfumami i wzięłam gumę do żucia. – Zadowolony?
- Bardzo.
Dziękuję.
Usiadłam
obok Matt’iego. Założyłam słuchawki, głupek zaczął gadać coś o dinozaurach więc
puściłam muzykę, żeby go nie słyszeć.
Luke się
dosiadł, a rodzice usiedli na siedzeniach przed nami.
- Możemy
ruszać. – powiedział ojciec do kierowcy.
Ruszyliśmy.
20 min później..
Jesteśmy już
na lotnisku, jem kanapkę. Podchodzimy do Pani która sprawdza bagaż,
przechodzimy przez bramki i idziemy do samolotu, jesteśmy spóźnieni 5 minut.
Zajmujemy
swoje miejsca.
Matty siada
z rodzicami, a ja z Lukiem siedzimy za nimi. Mam miejsce przy oknie. Wyłączam
telefon i zdejmuję kurtkę.
Zapinam
pasy, stewardessa tłumaczy nam zasady bezpieczeństwa.
Chwilę po
tym wznosimy się w powietrze.
Zakładam
słuchawki i podłączam je do mp4 i włączam muzykę – 5 Seconds Of Summer „She looks so perfect”.
10 godzin
podróży, kładę głowę na poduszce i zasypiam.
11 godzin później..
Samolot
ląduje z godzinnym opóźnieniem.
Z lotniska
odbiera nas taksówka i wiezie do nowego domu.
Po około 15
minutach docieramy.
Dom z
zewnątrz wygląda na zadbany, jest całkiem ładny.
Wchodzimy do
środka, widać, że wszystkie meble, które zamówili rodzice są na miejscu.
Wszystko jest nowe, wygląda naprawdę ładnie.
Zwiedziłam
cały dom, zauważam Matt’iego.
- MAMY
BASEN! – krzyknął.
Włączam
telefon – 2 nieodebrane połączenia, 1 wiadomość : „Jak dojedziesz do domu to
zadzwoń. Rose.”
Wybieram
szybko numer i dzwonię.
- Rose?
- Tak, cześć
Oxie. Jesteś już w nowym domu? Jak się podoba?
Nim zdążę
odpowiedzieć to słyszę dzwonek do drzwi.
Ciekawe kto
to. Otwieram drzwi, a tam stoi Rose.
- ROSE! –
krzyczę i przytulam ją.
- Hej Oxie.
– odwzajemnia przytulenie.
- Skąd
wiedziałaś gdzie mieszkam? – mówię cały czas się uśmiechając.
- Dzwoniłam
wczoraj do Twoich rodziców aby mi podali adres i mniej więcej godzinę o której
będziecie, okazało się, że mieszkamy na tej samej ulicy, tyle że ja mieszkam
parę domów dalej
- Jak bardzo
za Tobą tęskniłam!
- Ja za Tobą
też! Chciałabyś się może przejść? Oprowadziłabym Ciebie trochę.
- Jasne!
Mama zauważa
Rose.
- Witaj
Rose. Widzę, że już zdążyłyście się przywitać.
- Dzień
dobry!
- Mamo,
wychodzę z Rose. Pozwiedzam trochę miasto.
- Nie jesteś
głodna? Rose jest tutaj gdzieś niedaleko jakiś sklep?
- Jest,
całkiem niedaleko.
- To kupcie
sobie coś do jedzenia, a ja będę musiała zrobić zakupy.
Mama dała mi
10 dolarów, wzięłam i wyszłam wraz z Rose z domu.
- Jak Ci się tutaj mieszka? Fajnie jest? - pytam zaciekawiona.
- Całkiem nieźle, pierwsze parę miesięcy było najgorsze, bo nikogo tutaj nie znałam. Bardzo się cieszę, że będę miała Ciebie na co dzień. Wiesz, że mamy razem chodzić do jednej klasy?
- Naprawdę? Świetnie! Fajną masz klasę? Jacy są nauczyciele?
- Nie jest źle, klasa w miarę ogarnięta, a nauczyciele jakoś bardzo się nie czepiają. Czekaj.. Ty z James'em chodzisz. Dowiedziałam się o tym w tamtym tygodniu, jak długo jesteście razem?
- Pół roku,ale obawiam się o związek. Kocham James'a, ale mało który związek na odległość przetrwa.
- Ugh, faktycznie, zero kontaktów fizycznych. Tylko skype Wam zostaje.
- Niestety, no cóż, zobaczymy jak to będzie.
- Mam pytanie. Palisz jeszcze?
- Tak, mam paczkę w kieszeni. - sprawdzam kieszeń, ale papierosów nie ma - Nie mam papierosów, musiały wypaść gdzieś w samolocie, albo na lotnisku. Chociaż czekaj, jeden na wszelki wypadek włożyłam do kieszeni. - Masz ogień?
- Tak, mam.
Wyjmuje zapalniczkę.
- UWAŻAJ! - ostrzega mnie Rose, ale za późno.
Ktoś na mnie wpadł.
Papieros ląduje w kałuży, a ja na trawniku.
----------------------------------------
Pierwszy rozdział za nami, mam nadzieję, że się podobał.
Zachęcam do komentowania, zwiększy to moją motywacje do dalszego pisania. :)
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia
życzę Wam nadziei, własnego skrawka nieba,
zadumy nad płomieniem świecy,
filiżanki dobrej, pachnącej kawy,
piękna poezji, muzyki,
pogodnych świąt zimowych,
odpoczynku, zwolnienia oddechu,
nabrania dystansu do tego, co wokół,
chwil roziskrzonych kolędą,
śmiechem i wspomnieniami.
Wesołych świąt!
życzę Wam nadziei, własnego skrawka nieba,
zadumy nad płomieniem świecy,
filiżanki dobrej, pachnącej kawy,
piękna poezji, muzyki,
pogodnych świąt zimowych,
odpoczynku, zwolnienia oddechu,
nabrania dystansu do tego, co wokół,
chwil roziskrzonych kolędą,
śmiechem i wspomnieniami.
Wesołych świąt!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz