sobota, 27 grudnia 2014

Rozdział 4

Nie wiem ile to trwało, ale mogłoby trwać wieki. Nie zwracałam uwagi na patrzące się dzieciaki. Liczył się tylko ON. Przerwałam pocałunek, nie dlatego, że miałam dość, tylko dlatego, że chciałam iść już do domu. Oscar był trochę zawiedziony, spodobało mu się. Nie chciał przerywać, chciał więcej.
Muszę opowiedzieć o tym Rose, wysłuchać tej gadki o zabezpieczeniach.
Poczułam coś do niego, może powinnam zerwać z James’em? Nie wiem, zobaczymy, co powie Rose.
Powinnam się zastanowić, którego bardziej kocham. Ale czy da się kochać bardziej? Samo słowo kochać, oznacza miłość, radość, szczęście, poświęcenie się dla drugiej osoby. Nie można kochać bardziej i mniej.
- Powinnam iść do domu. – mówiłam do niego patrząc mu się w oczy.
- Odprowadzę Cię.
- Nie musisz.
- Ale bardzo tego chcę.
Uśmiechnęłam się.
Zauważyłam, że jakaś pani się nam też przyglądała. Podeszła do nas.
- Idźcie już aniołki, ja to posprzątam.
Podziękowałam i kiwnęłam głową.
Wyszliśmy z kina, Oscar złapał mnie za rękę.
Ma taką gładką dłoń. Owinęłam moimi palcami jego palce i lekko ścisnęłam.
Szliśmy przez wąską ulicę, pomiędzy jakimiś małymi mieszkaniami. Ledwo, co lampki się tam świeciły. Zaczęło się ściemniać, było po godzinie 18. Trzymał mnie nadal za rękę i patrzył się na mnie kątem oka. Przez całą drogę nie zamieniliśmy słowa.
Dotarliśmy pod mój dom. Zatrzymałam się. Odwróciłam tak, aby móc patrzeć się mu w oczy.
Objął mnie, lekko do siebie przyciskając.
- Zakochałem się w Tobie, jak spojrzałem Ci w oczy. Wiedziałem, że jesteś inna niż inne. Miałaś ten błysk w oku, który kazał mi się o Ciebie postarać. Nie wiedziałem, że dzisiaj uda mi się Ciebie pocałować. Jeszcze dzisiaj rano na mnie krzyczałaś, byłaś zła. Bardzo się Cieszę, że już nie jesteś zła. Bardzo Ciebie kocham, a Ty do mnie coś czujesz?
Nie odpowiedziałam, chyba dlatego, że nie załam odpowiedzi. Jakiś magnez mnie do niego przyciągał. Powoli zbliżyłam twarz do jego policzka i pocałowałam go w niego.
- No ładne rzeczy mi tutaj wyprawiasz, siostro. Ładnie to tak niewinnych chłopców podrywać? – Luke, podszedł do nas i wyciągnął rękę na przywitanie. – Luke Faraday, STARSZY BRAT Lennox. – wyraźnie zaznaczył, kim dla mnie jest.
Oscar mnie puścił i podał rękę.
- Oscar Enestad, znajomy Twojej siostry.
- Ładny mi znajomy. Len idź już do domu, ja sobie z nim pomówię.
- Luke, nie możesz mi rozkazywać.
- Len. – znów się na mnie TAK spojrzał, a ja wykonałam polecenie, jeszcze raz pocałowałam Oscara w policzek. – Do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
Weszłam do domu, pierwsze, co zrobiłam to zza okna patrzyłam na to co się tam dzieję.
-LUKE POV-
- Słuchaj, jeśli coś odpierdolisz i zechcesz ją skrzywdzić to przed tym poszukaj sobie wygodnego grobu. Bo zaraz po tym będziesz w nim leżeć. Jasne? – mówiłem bardzo pewnie.
- Nigdy nie zechce skrzywdzić tak wspaniałej dziewczyny. Wiedz, że ją szczerze kocham i jak sam bym ją skrzywdził to bym sobie tego nigdy nie wybaczył. Nikomu tez nie pozwolę jej skrzywdzić, nie dopuszczę do tego. Za bardzo ją kocham, jestem gotowy się dla niej poświęcić.
- Mam nadzieję. Nie strać mojego zaufania, bo będzie z Tobą źle. Masz się nią opiekować i traktować jak księżniczkę, bo inaczej poznasz smak mojej pięści.
- Oczywiście, ona już jest moją księżniczką. – chłopak uśmiechnął się i pomachał Lennox, która była za oknem.
- Nie zawiedź mnie.
Przybiłem z nim żółwika.
- Nie zawiodę.
-LENNOX POV-
Luke wszedł do domu.
- Co to do cholery jasnej było?! Musiałeś sobie urządzić pieprzoną gadkę brata z chłopakiem siostry?!
- Żadna cholera jasna, żadna pieprzona. Porozmawialiśmy jak faceci i tyle. Możesz być spokojna.
- UGH!
Puścił mi oczko i lekko się uśmiechnął.
- Nie musisz się denerwować.
Po tych słowach pobiegłam do swojego pokoju i walnęłam się na łóżko. Wybrałam szybko numer do Rose i zadzwoniłam.
- Rose?
- Tak, co się stało?
- Mówiłam Ci, że zgubiłam portfel.
- No mówiłaś.
- Ale słuchaj! Ten Oscar przyniósł mi go do domu i zaprosił na tą imprezę do Felixa. Nie jesteś zła prawda?
- Ooo! Świetnie! Nie, nie jestem!
- Ale słuchaj! Na początku się nie zgodziłam, bo parę godzin temu się poznaliśmy.
- Oh ty zła.
- Słuchaj, kurwa! Opowiedział mi o sobie, jak ma na imię, na nazwisko, ile ma centymetrów wzrostu, jaki numer buta, co lubi robić i tak dalej. I powiedział, że skoro już go znam to chcę się czegoś o mnie dowiedzieć. No to mu opowiedziałam o sobie. Potem stwierdził, że wiem już o nim więcej rzeczy niż niektórzy jego kumple, więc mogę się już z nim umówić. Powiedziałam, że jak nie będziesz zła to się umówię. Głupio mi było go tak zostawiać, więc zaprosiłam go do kina na Igrzyska Śmierci. Powiedział, że z przyjemnością pójdzie. Kupił mi lody Smerfowe, a sobie Sex On The Beach.
Rose wybuchła śmiechem.
- Ale były przynajmniej dobre? – spytała rozbawiona.
- Mówił, że za taką cenę mogłoby być lepiej. -
Obie zaczęłyśmy się głośno śmiać. – W kinie kupił popcorn i jedną colę z dwoma słomkami. Po 40 minutach zauważyłam, że mu się nudzi, mi też jakoś bardzo się nie podobało. Więc mieliśmy się przejść. Szedł pierwszy, a ja się potknęłam, w ostatniej chwili mnie złapał, spojrzał się w oczy i pocałował.
- Awww. Słodko.
- Jakieś dzieciaki zaczęły piszczeć. Przerwał pocałunek, ale ja chciałam więcej. Złapałam go rękami za twarz i namiętnie pocałowałam. Ro, chyba się zakochałam.
- Wow. A jeszcze dzisiaj mi pieprzyłaś o James’ie. Zerwałaś już z nim?
- Nie wiem czy będę potrafiła, wiesz, dopiero co się żegnaliśmy i obiecywaliśmy, że będziemy ze sobą nadal mimo rozłąki.
- Ale to nieuczciwe spotykać się z dwoma naraz. Zerwij z jednym. Musisz, inaczej skrzywdzisz ich obu.
- Ale do obu coś czuję.
- Ale jednego kochasz, zastanów się którego. Najlepiej, żebyś po imprezie wiedziała już którego.
- Wiem, muszę podjąć decyzję.
- Dobra, Len, ja lecę na kolację. Do zobaczenia.
- Cześć.
Rozłączyłam się, zablokowałam telefon i odłożyłam na półkę obok łóżka.
Ktoś zapukał do drzwi.
- Wejdź.
To była mama i nie wierze. Przyniosła gumki. Wiedziałam, że przed tą rozmową nie ma ucieczki. Ale chyba jej się trochę w głowie pojebało.
- Musimy porozmawiać.
- Chcesz mi tłumaczyć jak używać kondomów? Naprawdę chcesz przeprowadzić ze mną tą rozmowę? Wiem jak ich używać, inaczej domyślam się. Nie musisz mi tego tłumaczyć serio.
- Bo widziałam, Cię z James’em i z tym uroczym blondaskiem. Wolę Ci chociaż je dać.
- Mamo. James jest w Londynie, a z Oscarem poznałam się dzisiaj. Nie wiem za kogo mnie uważasz, czy ty serio myślisz, że jestem zdolna współżyć z chłopakiem dopiero co poznanym?
- Ja chce Ci je tylko na wszelki wypadek przekazać. Weź je.
Położyła je na komodzie, pod wiszącym telewizorem, wyszła i zamknęła drzwi.

O kurwa.

--------------------
Dziękuję za wszystkie komentarze, jestem bardzo, bardzo wdzięczna za Wasze opinie! 
Bardzo miło mi się je czyta. :)

-----

Życzę Wam udanego sylwestra miśki!

-----

Ania, Kinga ily xx

środa, 24 grudnia 2014

Rozdział 3

Nie odpowiedziałam nic, próbowałam powstrzymać uśmiech, nie udało się. Uśmiechnęłam się.
- Mówię to co myślę, przepraszam.
- Spokojnie, nic się nie stało. To było bardzo miłe.
Chłopak się uśmiechnął.
- Sprawdzę godziny w jakich puszczają film.
Wyjął swojego Iphone’a nim zdążyłam się obejrzeć znał już godziny
- 16.45 Może być?
- Jasne, chodźmy już może, mamy 40 min. Najwyżej kupimy bilety w kinie. Premiera była jakiś czas temu, więc powinny jeszcze być miejsca. – zaproponowałam.
Oscar założył swojego fullcap’a, poprawił kaptur od bluzy, otworzył mi drzwi i mnie przepuścił.
Zeszliśmy na dół i kierowaliśmy się w stronę drzwi wyjściowych. Zatrzymała nas moja mama.
- Gdzie idziecie?
- Do kina. – odpowiedziałam, nie patrząc się nawet na nią.
- Nie zjecie z nami obiadu?
- Śpieszy nam się.
- No cóż, może innym razem. – spojrzała się na Oscara. O nie, to było TO spojrzenie. Jak wrócę, to będzie pieprzyć o tych cholernych zabezpieczeniach. Czy ja wyglądam na dziwkę? Dzisiaj go kurwa poznałam.
Ogólnie to nie spałam jeszcze z żadnym chłopakiem, czekam na TEGO JEDYNEGO.
- Do widzenia. – Oscar pożegnał się z moją mamą.
- Do zobaczenia, miłej zabawy.
- Dziękujemy.
Przewróciłam oczami, otworzyłam drzwi i razem z Oscarem wyszliśmy z domu.
- Masz fajną mamę. – powiedział.
- Tylko taką udaje, pewnie myśli, że mi się podobasz.
- A nie? – zrobił maślane oczy.
- Ugh, to nie tak. Nie ważne. Którędy do kina?
- Musimy wsiąść w autobus na przystanku.
- Daleko jest przystanek?
- Nie, to zaraz za rogiem.
- Za rogiem? Czy ten autobus ma numer 56A?
- Tak, skąd wiesz?
- Bo właśnie podjechał.
Biegniemy i machamy kierowcy, ale najwyraźniej na marne. Nie zauważył nas, odjechał.
- Fuck! – krzyknął Oscar.
- Spokojnie, nie denerwuj się. Jest jeszcze jakiś autobus, który jedzie w kierunku kina?
- Jest jeden, ale następny kurs ma po godzinie 17.
- Daleko jest kino?
- 20 minut drogi stąd.
- To może się przejdziemy? Nie jest to jakoś daleko. Pozwolisz, że po drodze zapalę. – powiedziałam to nie w formie pytania, chciałam go o tym poinformować. Po prostu chciałam zapalić.
Kiwnął głową, tak jakby chciał powiedzieć tak, ale w jego oczach widziałam skrzywienie. Nie podobało mu się to, że palę.
Grzebałam w kieszeniach w poszukiwaniu papierosów. Przypomniało mi się coś.
- No nie. Rose, ma moją paczkę papierosów.
- Wyjdzie Ci to na zdrowie. – uśmiechnął się.
- Nic już nie mów, proszę.
Przechodzimy obok małego sklepu z lodami, zatrzymuję się na chwilę, żeby zobaczyć jakie są smaki. Truskawa, Mięta, Jabłko, Wiśnia, Sorbet Cytrynowy, Waniliowe, Mango, Brzoskwinia, Arbuz.. SMERFOWE i..
- Sex on the beach. Ciekawe jaki smak. – powiedział śmiejąc się.
- Żurawina z pomarańczą. – odpowiedział totalnie nie zainteresowany sprzedawca.
- BIORĘ! A dla Ciebie jakie?
- Smerfowe.
- Lody smerfowe, serio? – zaśmiał się
- Sex on the beach, serio? – przedrzeźniałam go.
- Smerfowe i Sex On The Beach. Po gałce.
- 4 dolary.
Wyciągnął swój portfel i zapłacił, nie wierzę. Portfel był w Spidermen’a. Wybuchłam śmiechem.
- Ej! To najlepszy bohater! A portfel dostałem od cioci 6 lat temu.
- Wystrzałowy. – powiedziałam dalej się śmiejąc.
Sprzedawca podał mi lody smerfowe, a potem Oscarowi jego Sex On The Beach.
Spróbowałam.
- Całkiem niezłe, a jak tam Twój sex?
- Nie jest zły, ale za taką cenę mógłby być lepszy. – powiedział ironicznie i dalej się śmiał.
Szliśmy już prosto do kina, gadaliśmy o jakiś głupotach.
Gdy doszliśmy, Oscar kupił bilety, popcorn i jedną dużą colę.
- Jedna cola?
- Spokojnie, mam dwie słomki, będzie tak romantycznie. – zachichotał.
Walnęłam go z łokcia.
- A to za co?
- Za nic, po prostu miałam ochotę Ciebie walnąć. – uśmiechnęłam się zadziornie.
- Ty niegrzeczna.
Weszliśmy do sali kinowej. Zajęliśmy miejsce, które nam przypadało, 8c, 7c. W sumie to mogliśmy usiąść tam gdzie chcemy, prócz nas na sali była trójka dzieciaków. Mieli może po 12 lat.
Film się zaczął.

40 minuta filmu

Zauważyłam, że Oscara film totalnie nie interesuje. Nie patrzy się w ekran, patrzy się na mnie. W sumie mnie też przestał interesować, poprzednie części były lepsze. Ciekawsze.
- Oglądasz film, czy Ci się nie podoba? – powiedziałam do niego szeptem.
- Nie jest jakoś bardzo zły, co prawda, nie oglądałem poprzednich części.
- To może wyjdźmy. Mi też jakoś średnio się podoba.
- To chodźmy, może do parku?
- Chętnie.
Wzięłam popcorn, a Oscar wziął picie. Szedł pierwszy. Wychodziłam zza siedzeń, naglę nie wiem o co ale się potknęłam. Upadłabym gdyby nie Oscar, który w ostatniej chwili złapał mnie. Spojrzałam się mu w oczy, nie wiedziałam kiedy, ale pocałował mnie. Dzisiaj się przeprowadziłam do Los Angeles. Spotkałam z Rose. Upadłam na trawnik i straciłam papierosa poprzez zderzenie z przystojnym blondynem, z którym właśnie się całuję. A co z James’em? Przecież nadal z nim chodzę. Nadal go kocham, albo kocham Przystojnego Blondyna. Tak, kocham Oscara. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia, ale starałam się to zamaskować.
Nagle dzieciaki zauważyły, że się całujemy.
- Wooo! To lepsze niż film! Dajcie mi popcorn! – krzyknął jeden z nich.
Oscar nie przestawał, namiętnie mnie całował. Na podłodze leżał rozrzucony popcorn i rozlana cola. Na chwilę zapomniałam o wszystkim, dałam się porwać chwili.
Dzieciaki podniosły się z siedzeń, zaczęły klaskać i piszczeć.
Pocałunek zakończył Oscar, wiedział kiedy. Wiedział, że chcę więcej. Zrobił to specjalnie.
Ale nie dałam się, złapałam go za głowę i tym razem ja zaczęłam pocałunek.

-----------------------------


Na wstępie chciałabym Was przeprosić, że rozdział jest dość krótki, następne będą dłuższe, obiecuję.
Dziękuję za wszystkie komentarze, jestem bardzo, bardzo wdzięczna za Wasze opinie! 
Bardzo miło mi się je czyta. :)

--

Dziękuję Kindze, która czyta Fanfiction zanim je opublikuje, opierdziela mnie, gdy znajdzie jakiś błąd lub coś jej nie pasuje. Dzięki Tobie wiem, co źle napisałam i staram się to poprawić jak 
tylko mogę. Ily miś xx

--

Jeszcze raz chciałam Wam złożyć życzenia świąteczne.
Życzę Wam, abyście w 2015 roku znaleźli miłość, więcej prawdziwych przyjaciół, żebyście byli też zdrowi i aby na Waszych buźkach codziennie gościł uśmiech. To krok do szczęścia.
Wesołych Świąt!




niedziela, 21 grudnia 2014

Rozdział 2

Chłopak szybko się podniósł i otrzepał swoje swoje czarne rurki i długą, białą bluzę z napisem „LA”.
-Przepraszam, nie wiem jak mogłem nie zauważyć…
 Podał mi rękę zamierzając pomóc mi wstać. Jego śliczne, ciemne oczy były lekko przykryte przez falowane blond włosy. Spojrzał się na mnie i nie spuszczał wzroku, po chwili się odezwał.
- ..jak mogłem nie zauważyć tak ślicznej dziewczyny.
Uśmiechnęłam się, ale byłam strasznie zła, że straciłam ostatniego papierosa.
- Miło mi, ale na przyszłość uważaj! – powiedziałam ostrzejszym tonem niż chciałam – Przez Ciebie mój ostatni papieros wylądował w kałuży! – Nie potrafiłam zmienić tonu, po prostu na niego nakrzyczałam.
- Palenie psuje urodę, a Ty taka ładna dziewczyna i palisz?
Myślałam, że go walnę, ale policzyłam do dziesięciu i odpowiedziałam.
- Dobra, skończ. Nie zamierzam słuchać Twoich lekcji. Teraz pozwolisz, ale muszę sobie iść kupić fajki.
Rose z zaciekawieniem przyglądała się naszej rozmowie, nie chciała nam przerywać, nawet ją trochę to bawiło. Zauważyłam to i zmarszczyłam nos.
- Rose, chodź! – powiedziałam zdenerwowana. – gdzie jest najbliższy sklep w którym sprzedadzą mi papierosy?
- Już idę Lennox, jest mały sklep spożywczy, 5 minut drogi stąd.
Chłopak chciał mnie zatrzymać, ale chyba zauważył, że mam go w dupie i jestem zła.
Podniósł swojego białego fullcap’a i założył na głowę. Był niezwykle przystojny, ale nie mogę sobie pozwolić na zauroczenia, przecież mam chłopaka w Londynie, chłopaka, którego kocham, chyba. Chyba? Nie, żadne chyba, kocham go, na pewno.
 
-OSCAR POV-

Lennox? Jakie śliczne imię, pasuje do niej. Jest ładną blondynką, ma ciemnie oczy i w sobie TO COŚ, co mnie do niej przyciąga. Jest niezwykła, spodobała mi się, muszę o nią zawalczyć. Powinna trochę ochłonąć, ale jak ją znajdę? Dziewczyna zniknęła. Ale zaraz. Coś tutaj leży, to portfel. Musiał jej wypaść jak się ze mną zderzyła. Otwieram portfel, jest adres, około 30 dolarów i jej zdjęcie. Chyba się ucieszy jak jej go odniosę. Wkładam portfel do kieszeni, odniosę jak wróci Ona do domu.


-LENNOX POV-

- Serio jesteś zła? Za jednego papierosa, czy po prostu chciałaś spławić przystojnego chłopaka? Niestety może Ci się to nie udać. To Oscar Enestad, chodzi do naszej szkoły, jest od nas o rok starszy. Jego dwóch kumpli – Omar i Felix, chodzą do naszej klasy. Jest naprawdę fajnym chłopakiem.
- Rose, rozumiem, ale ja mam chłopaka w Londynie.
- W Londynie, no właśnie. Chcesz się widzieć ze swoim ukochanym przez samego skypa? Przecież nie będziecie mieć kontaktu ze sobą, tylko ten przez kamerkę. Jesteście tysiące kilometrów od siebie, wiesz, że związki na odległość trwają na krótką metę. Prędzej czy później Ty lub James znajdziecie sobie kogoś innego, znów się zakochacie, ale już nie w sobie. Zastanów się czy to ma sens.
Nie odpowiedziałam jej, ona miała racje. Kocham James’a, ale nasz związek nie przetrwa takiej rozłąki.
Doszłyśmy do pobliskiego osiedlaka. Jakaś starsza pani, wyglądała na miłą ale i naiwną.
- Dzień dobry. – przywitała się staruszka. – podać coś?
- Dzień dobry. Tak, poproszę paczkę papierosów. L&M, miętowe.
- A dowód jest?
- A jest kapusta?
- Jaka kapusta?
- Jaki dowód?
Rose wybuchła śmiechem. Pani już mi podawała paczę, włożyłam rękę do kieszeni aby wyjąć portfel. Nie było go. Musiał mi wypaść, gdy się zderzyłam z  blondasem.
- Cholera jasna! Rose masz kasę? Zgubiłam portfel.
- Tak, mam.
Zapłaciła, wyszłyśmy ze sklepu. Wyjęłam sobie jednego papierosa, drugiego podałam Rose. Zapaliła mi, cały czas się śmiejąc.
- Nie wierze, że ta pani na to poszła, Ty to umiesz załatwiać sprawy.
- Wiem! – zaśmiałam się.
- Muszę się od Ciebie tego nauczyć.
- Wiele rzeczy musisz się kochana nauczyć ode mnie. Dopalmy i chodźmy już do domu, powinnam przyjść na obiad.
- Jasne, tylko mam pytanie. Za trzy dni Felix organizuje imprezę, podoba mi się i bardzo bym chciała abyś ze mną na nią poszła. Pójdziesz?
- Czy to ten kumpel blondasa? Nie ma mowy.
- Ale i tak prędzej czy później się poznacie, niedługo wakacje się kończą, będziemy z nim w klasie. Proooooooszę!
Zrobiła maślane oczy.
- Och, niech Ci będzie.
Wypaliłyśmy papierosy i poszłyśmy w stronę domu.
- Mam prośbę, przetrzymasz papierosy? Matka zauważyła, że palę i pewnie znów mi paczkę skonfiskuje.
- Jasne, nie ma sprawy.
Schowała je do swojej torby.
- Dobra miś, ja idę, sama też muszę iść na obiad, do zobaczenia Len.
Przytuliłyśmy się na pożegnanie.
- Jakby co to wpadaj, kiedy tylko chcesz. Byle nie jakoś wcześnie rano.
Uśmiechnęła się.
- Spokojnie, rano to ja jeszcze śpię!

Weszłam do domu, pobiegłam do swojego nowego pokoju, otworzyłam drzwi. Pokój miał białe ściany, a na jednej była tapeta z Londynem.


Na ścianie był dość duży telewizor, pod nim była duża komoda – cała czarna. Naprzeciwko była szafa, na niej lustro. Nie uwierzyłam w to co zobaczyłam. To On, stał w drzwiach.
- Co Ty tutaj robisz? Jak mnie znalazłeś? Śledziłeś mnie? Kto Cię tutaj wpuścił?
- Przyniosłem Ci portfel, zgubiłaś go po tym jak się zderzyliśmy. Spokojnie, nie śledziłem Cię, miałaś swój adres w portfelu, więc wystarczyło abym tylko przyszedł, a Twoja mama mnie wpuściła.
Podał mi portfel i spojrzał mi się w oczy.
- Jeszcze raz przepraszam za tamto, nie wiem jak to możliwe, że Ciebie nie zauważyłem. To dla Ciebie, w ramach przeprosin.
Podał mi śliczną, czerwoną różę.
- Nie musiałeś, ale bardzo dziękuję Ci za przyniesienie portfela. Jestem Ci wdzięczna.
Nie spuszczał wzroku z moich oczu, całkowicie odwrotnie, patrzył się w nie głębiej. Odwzajemniłam mu spojrzenie. Niezwykle przystojny chłopak zderzył się ze mną w parku, nakrzyczałam na niego, a teraz stoi u mnie w pokoju i patrzy mi się prosto w oczy. A ja? A ja odwzajemniłam mu spojrzenie.
- Przyszedłem tutaj nie tylko po to, aby oddać Ci portfel, to był tylko pretekst do spotkania, bardzo chciałbym się z Tobą umówić. Mój kumpel organizuje imprezę, za trzy dni, zechciałabyś ze mną na nią pójść? O ile jeszcze nikt Ciebie nie zaprosił.
- Nie obraź się, ale ledwo co się znamy. A na imprezie będę, przyjaciółka bardzo chciała abym z nią poszła.
- Rose? Raczej się nie obrazi jak ze mną pójdziesz. A zawsze możesz mnie poznać. Jestem Oscar Enestad, mam 17 lat, urodziłem się w Szwecji, mam około 177cm wzrostu, mój nr buta to 44. Jestem romantykiem, potrafię oczarować każdą dziewczynę. – cicho się zaśmiał – Od dziecka tańczę i występuję w różnych przedstawieniach, całkiem nieźle śpiewam i zdradzę Ci mój sekret.. UMIEM ŻONGLOWAĆ!
Zaśmiałam się.
- Widzisz, już wiesz więcej o mnie niż niektórzy moi znajomi z którymi znam się od paru lat. Opowiedz mi coś o sobie.
- To bez sensu.
- Żadne bez sensu! Opowiadaj! Chcę Ciebie poznać!
- Och, niech Ci będzie. Jestem Lennox Faraday, mam 16 lat, urodziłam się w Londynie, mam 173 cm wzrostu, mój numer buta to 38,5 , jestem wredna, chamska i nie każdemu daję się oczarować. – puściłam mu oczko – Nie tańczę, nie śpiewam, ale lubię imprezować. Tyle starczy?
- A Twój sekret? Bo wiesz, sekret za sekret.
- Myślę iż nie jesteś brzydki.
Zaśmiał się.
- Dobrze wiedzieć.
- Skoro już się znamy, jak dobrzy koledzy, to umówisz się ze mną?
- Niech Ci będzie, Oscarze, który ma 177cm i rozmiar buta 44, umówię się z Tobą.
- Dziękuję Ci bardzo.
Już miał wychodzić, kiedy w ostatnim momencie zatrzymałam go słowami.
- Zechciałbyś obejrzeć ze mną film? Chciałam iść na Igrzyska Śmierci do kina, ale przez przeprowadzkę nie miałam zbytnio czasu.
- Igrzyska Śmierci? Taka pierwsza randka?
- Jak sobie tam chcesz.
- Bardzo chętnie, możemy iść nawet teraz.
- Ja się ogarnę, a Ty zarezerwuj bilety. – powiedziałam, starając ukryć się swój uśmiech
- Nie musisz, wyglądasz pięknie.

----------------------------------
Dziękuję za przeczytanie. Mam nadzieję, że się podobał. Bardzo proszę o komentowanie, to niezwykle motywuje do dalszego pisania. Mówcie co się Wam podoba, a co nie. Postaram się to zmienić!

Dziękuję Kindze za ten prześliczny nagłówek! Kocham Cię miś xx

Wesołych Świąt!


piątek, 19 grudnia 2014

Zapowiedź


Zapowiedź nowych rozdziałów które pojawią się po świętach :)

Rozdział 1

To już dzisiaj, to już dzisiaj opuszczam miejsce w którym się urodziłam i moich przyjaciół.

Obudziłam się, jest godzina 6:35, muszę się szybko ogarnąć. Za godzinę mam spotkanie z przyjaciółmi, to już ostateczne pożegnanie. Dobrze, że mam jeszcze papierosy, mam straszną ochotę zapalić.

Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się, uczesałam włosy, umyłam zęby i zrobiłam lekki makijaż.
Założyłam kurtkę, zawiązałam buty i już miałam wychodzić, kiedy mama zatrzymała mnie. Miała na sobie szlafrok, widać, że dopiero wstała, pewnie ją obudziłam.
- Gdzie idziesz niczego nam nie mówiąc?
- Nie chciałam Was obudzić, idę pożegnać się z przyjaciółmi, już ostatni raz.
Spojrzała na mnie z zainteresowaniem.
- Pójdziesz, jak oddasz mi papierosy.
- Papierosy? Jakie pa..
Mama mi przerwała.
- Nie udawaj, oddaj paczkę.
- Nie mam papierosów przy sobie. – Zaprotestowałam, chociaż miałam paczkę w kurtce.
- A tam co masz? – powiedziała wyciągając z mojej kieszeni prawie całą paczkę papierosów.
- Ładnie to tak kłamać?
- Przepraszam, a teraz mogę iść?
- Masz jeszcze jednego papierosa.
- Nie mam.
Mama krzywi głowę.
- W dekolcie.
- Ugh. – z niechęcią wyjmuje papierosa i podaje mamie – Coś jeszcze? – mówię zirytowana.
- Zapalniczka i możesz iść.
Rzucam zapalniczką o podłogę, wychodzę i trzaskam drzwiami.
Zakładam słuchawki i puszczam muzykę. Pierwsza piosenką była „Stay with me”. Szłam w stronę Big Bena, a po chwili dostałam sms’a od James’a : „Mała, my już na Ciebie czekamy.” Przyspieszyłam krok, a po 10 minutach byłam już na miejscu.
Zauważam przyjaciół i zdejmuję słuchawki.
- Cześć misiek! – krzyknęła Ellie i podbiegła do mnie, przytuliła mnie na przywitanie.
- Hej. – odpowiedziałam krótko, James objął i pocałował na przywitanie.
- Ej, kochasie! Może nie przy nas? – przerwał nam Brandon.
James dał mi buziaka w czółko.
- Nie dasz mi wycałować dziewczyny? Przecież nie zobaczę jej przez jakiś czas. – zirytował się James.
- Wycałujesz jak będziesz ją odprowadzać do domu. Więc oszczędź nam widoków.
Emily posłała mu grobowe spojrzenie i Brandon natychmiast zamilkł. Odkąd są razem, Emily bezproblemowo potrafi go uciszyć i zrobić z nim wszystko, a biedny chłopak nie zaprotestuje, dla James’a jest to bynajmniej śmieszne.
- Cudotwórczyni. – James puścił oczko Emily i  zachichotał.
- Masz może papierosy? Mama mi moje skonfiskowała, pewnie ten gnojek jej wypaplał, straszył mnie, że jak mu nie zapłacę to jej powie.
- Matt Cię szantażuje? – wszyscy wybuchli śmiechem – Dajesz się? – zapytał z niedowierzeniem.
Walnęłam go z łokcia.
- Masz te papierosy czy nie?
- A widziałaś mnie kiedyś bez nich? Jasne, że mam! – Wyjął paczkę i ją mi dał. – Weź całą, taka długa podróż i bez fajek nie wytrzymasz. – Uśmiechnął się i dał mi buzi w policzek.
- Dziękuję.
Wzięłam jednego papierosa do buzi, Ellie mi go zapaliła, a resztę paczki włożyłam do kurtki, a jednego do kieszeni od spodni.
- Cieszysz się chociaż, że Rose zobaczysz? – spytała Emily.
- To jedyne dzięki czemu w ogóle chce tam jechać. Nie widziałam się z nią pół roku.
- Tylko ją od nas pozdrów!
Patrzę na zegarek - 7:56, powinnam się już zbierać, za godzinę mamy taksówkę na lotnisko.
- Jasne, że pozdrowię. A teraz przepraszam, ale powinnam już iść. – podchodzę do każdego po kolei i przytulam na pożegnanie.
- Wpadniemy kiedyś do Ciebie z wizytą, pozwiedzamy jakieś kluby razem. – powiedziała Ellie.
- Do zobaczenia. – powiedziała Emily, łza kręciła się jej w oku. Była bardzo wrażliwa i wszystko przeżywała.
- Trzymajcie się dziewczyny.. i ty Brandon też.
James złapał mnie za rękę i szliśmy w stronę domu, rozmawiałam z nim przez całą drogę.

10 minut później..

Stoimy już pod domem.
- Kocham Cię, bardzo. – powiedziałam James’owi – A Ty mnie kochasz?
Zamiast odpowiedzieć pocałował mnie namiętnie i dał do zrozumienia, że odpowiedzią jest tak.
- Najbardziej na świecie, będę  strasznie za Tobą tęsknić.
- Ja za Tobą też, obiecaj, że jakoś to przetrwamy, tą rozłąkę, proszę obiecaj.
Znów mi nie odpowiedział, obdarzył mnie serią pocałunków.
- Obiecuję.

Nagle słyszę, słowa małego gnojka.
- Mamo! Oxie się całuje!
 Matt, stał w drzwiach i najwyraźniej się wszystkiemu przyglądał.
- Idiota. – chrząknęłam pod nosem.
- I jeszcze mnie wyzywa!
Wytknęłam mu język, a Matty zmarszczył nos i zamknął drzwi.
- Misia, trzymaj się, pisz kiedy tylko zechcesz. – pocałował mnie w nos. – Kocham Cię.
- Ja Ciebie też.
Weszłam do domu, zdjęłam buty i kurtkę. Spojrzałam na godzinę – 8:46
Poszłam znieść ostatnie pudła na dół.
Taksówka właśnie podjechała, czas ruszać.

Matt jako pierwszy wepchnął się do taksówki. Ja wkładałam swój bagaż do bagażnika. Luke do mnie podszedł.
- Paliłaś. – powiedział zirytowany.
- Może tak, a może nie. – odpowiedziałam bez entuzjazmu.
- Matka jak poczuje będzie wściekła. – podał mi gumę miętową – Weź ją i popsikaj się perfumami.
- Po co mam to ukrywać?
Spojrzał się na mnie z grobową miną. Ja się śmieje z Brandona, że Emi potrafi z nim zrobić wszystko, a na mnie działa tak mój brat. Ta mina i zrobię to co mi każe.
- Dobra, już. – popsikałam się perfumami i wzięłam gumę do żucia. – Zadowolony?
- Bardzo. Dziękuję.
Usiadłam obok Matt’iego. Założyłam słuchawki, głupek zaczął gadać coś o dinozaurach więc puściłam muzykę, żeby go nie słyszeć.
Luke się dosiadł, a rodzice usiedli na siedzeniach przed nami.
- Możemy ruszać. – powiedział ojciec do kierowcy.
Ruszyliśmy.

20 min później..

Jesteśmy już na lotnisku, jem kanapkę. Podchodzimy do Pani która sprawdza bagaż, przechodzimy przez bramki i idziemy do samolotu, jesteśmy spóźnieni 5 minut.
Zajmujemy swoje miejsca.
Matty siada z rodzicami, a ja z Lukiem siedzimy za nimi. Mam miejsce przy oknie. Wyłączam telefon i zdejmuję kurtkę.
Zapinam pasy, stewardessa tłumaczy nam zasady bezpieczeństwa.
Chwilę po tym wznosimy się w powietrze.
Zakładam słuchawki i podłączam je do mp4 i włączam muzykę  – 5 Seconds Of Summer „She looks so perfect”.
 Zrobiłam zdjęcie z samolotu.

10 godzin podróży, kładę głowę na poduszce i zasypiam.
11 godzin później..
Samolot ląduje z godzinnym opóźnieniem.
Z lotniska odbiera nas taksówka i wiezie do nowego domu.
Po około 15 minutach docieramy.
Dom z zewnątrz wygląda na zadbany, jest całkiem ładny.
Wchodzimy do środka, widać, że wszystkie meble, które zamówili rodzice są na miejscu. Wszystko jest nowe, wygląda naprawdę ładnie.
Zwiedziłam cały dom, zauważam Matt’iego.
- MAMY BASEN! – krzyknął.

Włączam telefon – 2 nieodebrane połączenia, 1 wiadomość : „Jak dojedziesz do domu to zadzwoń. Rose.”
Wybieram szybko numer i dzwonię.
- Rose?
- Tak, cześć Oxie. Jesteś już w nowym domu? Jak się podoba?
Nim zdążę odpowiedzieć to słyszę dzwonek do drzwi.
Ciekawe kto to. Otwieram drzwi, a tam stoi Rose.
- ROSE! – krzyczę i przytulam ją.
- Hej Oxie. – odwzajemnia przytulenie.
- Skąd wiedziałaś gdzie mieszkam? – mówię cały czas się uśmiechając.
- Dzwoniłam wczoraj do Twoich rodziców aby mi podali adres i mniej więcej godzinę o której będziecie, okazało się, że mieszkamy na tej samej ulicy, tyle że ja mieszkam parę domów dalej
- Jak bardzo za Tobą tęskniłam!
- Ja za Tobą też! Chciałabyś się może przejść? Oprowadziłabym Ciebie trochę.
- Jasne!
Mama zauważa Rose.
- Witaj Rose. Widzę, że już zdążyłyście się przywitać.
- Dzień dobry!
- Mamo, wychodzę z Rose. Pozwiedzam trochę miasto.
- Nie jesteś głodna? Rose jest tutaj gdzieś niedaleko jakiś sklep?
- Jest, całkiem niedaleko.
- To kupcie sobie coś do jedzenia, a ja będę musiała zrobić zakupy.
Mama dała mi 10 dolarów, wzięłam i wyszłam wraz z Rose z domu.

- Jak Ci się tutaj mieszka? Fajnie jest? - pytam zaciekawiona.
- Całkiem nieźle, pierwsze parę miesięcy było najgorsze, bo nikogo tutaj nie znałam. Bardzo się cieszę, że będę miała Ciebie na co dzień. Wiesz, że mamy razem chodzić do jednej klasy?
- Naprawdę? Świetnie! Fajną masz klasę? Jacy są nauczyciele?
- Nie jest źle, klasa w miarę ogarnięta, a nauczyciele jakoś bardzo się nie czepiają. Czekaj.. Ty z James'em chodzisz. Dowiedziałam się o tym w tamtym tygodniu, jak długo jesteście razem? 
- Pół roku,ale obawiam się o związek. Kocham James'a, ale mało który związek na odległość przetrwa.
- Ugh, faktycznie, zero kontaktów fizycznych. Tylko skype Wam zostaje.
- Niestety, no cóż, zobaczymy jak to będzie.
- Mam pytanie. Palisz jeszcze?
- Tak, mam paczkę w kieszeni. - sprawdzam kieszeń, ale papierosów nie ma - Nie mam papierosów, musiały wypaść gdzieś w samolocie, albo na lotnisku. Chociaż czekaj, jeden na wszelki wypadek włożyłam do kieszeni. - Masz ogień?
- Tak, mam. 
Wyjmuje zapalniczkę.
- UWAŻAJ! - ostrzega mnie Rose, ale za późno. 
Ktoś na mnie wpadł.
Papieros ląduje w kałuży, a ja na trawniku.


----------------------------------------

Pierwszy rozdział za nami, mam nadzieję, że się podobał.

Zachęcam do komentowania, zwiększy to moją motywacje do dalszego pisania. :)

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia
życzę Wam nadziei, własnego skrawka nieba,
zadumy nad płomieniem świecy,
filiżanki dobrej, pachnącej kawy,
piękna poezji, muzyki,
pogodnych świąt zimowych,
odpoczynku, zwolnienia oddechu,
nabrania dystansu do tego, co wokół,
chwil roziskrzonych kolędą,
śmiechem i wspomnieniami.
Wesołych świąt!